czwartek, 5 lutego 2015

Mafia,mobbing i inne dziwactwa. cz.4

Jutro miałem wyjść ze szpitala. Sasuke, po usłyszeniu, że straciłem pamięć, przestał mnie odwiedzać. Mama, leżała w domu, miała raka. To mnie załamało. Odwiedzał mnie Tata. Minato, bo mówiłem do niego po imieniu, zawsze przychodził z Itachim. Nigdy nie przepadałem, za starszym bratem Uchihy. Ponadto, wciąż byłem zły na młodszego, że się nie pojawił u mnie ani razu. Od razu było widać ogromne podobieństwo między mną a Namikaze. Dowiedziałem się, że pracuje w klubie dla homo. Moi znajomi, opowiadali mi o tych dziesięciu latach, których nie pamiętam. Czułem się źle, patrząc na ich szczęście. Byłem cholernie wściekły na samego siebie. Dziewczyny, na początku wypytywały o "mojego chłopaka" ale szybko kończyłem temat. Kiba, był z Gaarą. To akurat w ogóle mnie nie zdziwiło. Pogratulowałem im i życzyłem szczęścia. Doktor Hozuki, często był zmuszony ich wyganiać po zakończeniu godzin odwiedzin. Ja za to, szybko wtedy szedłem spać. Byłem zbyt zmęczony na cokolwiek. Na początku, miałem problemy ze snem, więc zaczęli podawać mi leki nasenne. Wczoraj je odstawili. Nie odczuwając jakoś specjalnie ich braku, położyłem się spać. Przez sen, często wydawało mi się, że ktoś w nocy przebywa przy mnie. Jakby pilnował. Wtedy, nie mogłem się wybudzić, powieki, stanowczo odmawiał podniesienia się. Dziś już tego problemu nie było. Powoli, żeby się nie wydać, że nie śpię, przewróciłem się na bok. Teraz byłem przodem do tajemniczej postaci. Poruszyła się ona nie spokojnie, ale została na swoim miejscu. Wyciągnąłem po woli rękę, jakby szukając czegoś. Po chwili napotykając, czyjąś dużą dłoń. Od razu splotłem nasze palce i mruknąłem, jakby przez sen. Ciche prychnięcie, przypominające stłumiony chichot, sprawiło, że pękłem. Otworzyłem oczy, a w ciemności sali, postać tego nie zauważyła. Chwilę, przyzwyczajałem się do mroku. Gdy moje oczy zaczęły "widzieć", z cichym sykiem wciągnąłem powietrze do płuc. Postać ruszyła do ucieczki, ale zatrzymana naszymi splecionymi dłońmi, przystanęła. Zapaliłem lampkę i spojrzałem na mojego tajemniczego stróża. Sasuke, patrzył na mnie, jego oczy były smutne, usta zaciśnięte w wąską kreskę, którą znałem z liceum. Zawsze tak robił, gdy nie był pewny danej sytuacji. Często robił to przy mnie.
-Witaj. - Powiedziałem spokojnie.
- Tak, witaj. - Odpowiedział mi tym swoim głosem.
Dopiero teraz zauważyłem, że Sasuke jest taki sam, jakim go znałem. Tylko starszy. Trochę wyższy i dużo bardziej umięśniony. Głos też taki miał. Taki sam, a jednak bardziej schrypnięty. Trochę grubszy i męski. Miał te same piękne, według mnie, oczy. Czarne migdały, w których potrafiłem utonąć, nie raz się na tym łapiąc. Ta sama fryzura, a jednak inna, Jakby dłuższa, zupełnie inaczej okalająca jego przystojną twarz. Miał bardziej wystające kości policzkowe. Mocniej zarysowaną szczękę. Był cholernie przystojny. Jednak smutek w jego oczach i zmęczenie, jakie od niego biło, przyćmiewało, to wszystko.
- Długo tak odwiedzasz mnie po nocach? - Zapytałem swobodnie.
- Od samego początku, nie sądziłem, że odstawią ci leki nasenne. - Przyznał powoli.
- Miałeś nadzieję, że się o tym nie dowiem? - Kolejne, pytanie.
- Nie, miałem nadzieję, że którejś nocy obudzisz się. Tak jak dzisiaj.
- Chciałeś ze mną porozmawiać?
- Kiedy przyjdzie na to czas. - Stwierdził spokojnie.
- A kiedy ten czas, według Ciebie, ma przyjść?
- Być może, właśnie nadszedł.
- Och... Wszyscy mi opowiadali, jak bardzo byłem szczęśliwy,
- Byłeś, w tamtym czasie miałeś wiele powodów do radości.
- Ciebie.
- Nie tylko. Odnalezienie Ojca, leczenie Kushiny, właśnie zaczęło działać. Ja przejąłem "Kopiującego Ninja". Rozstałeś się z Kibą, który zdradzał Cię z Gaarą. Pogodziliśmy się i kochaliśmy. Oboje, w końcu zaznaliśmy odrobine własnego szczęścia.
Słuchał go uważnie, wciąż nie mogąc pogodzić się z myślą, jak bardzo go zranił. Jak bardzo skrzywdził Sasuke, swoim stanem zdrowia, pomimo tego, że nie specjalnie. Jak wiele bólu i smutku mu sprawił, nie budząc się do tej pory. Ile bezsennych nocy, miał właśnie czarnowłosy. Słysząc, o tylu rzeczach, których nikt wcześniej mu nie wspomniał. Kiba nawet się nie zająknął o ich związku. Gaara, tak samo. Kakashi, nie wspomniał nawet raz, o zmianie właściciela klubu, w którym pracowałem. Matka, o swojej chorobie, mówiła praktycznie tylko to, co musiałem wiedzieć. Zero szczegółów. Co do Minato, w ogóle się nie zdziwił. Blondyn wspominał mu o tym raz czy dwa.
- Szczególnie Ciebie. - Powiedziałem cicho. Patrzył na mnie i na nasze dłonie. Wciąż splecione palce. Puścił moją dłoń, a ja nie przytrzymałem go. Nie miałem do tego prawa. On za to miał. Miał całkowite prawo, ostatecznie mnie zostawić. Podszedł do mnie i usiadł na moim łóżku. Zaraz przy moich nogach. Pogłaskał jedno z moich kolan i spojrzał na mnie. W jego oczach nie było już smutku. Była tylko nadzieja. Jego lewa dłoń splotła się ponownie z moją prawą. Prawa za to, powoli dotknęła mojego policzka.
- Ja tylko Cię kocham. - Stwierdził spokojnie i cicho. Miał przymknięte oczy.
Z moich oczy popłynęły łzy. Lekko go tym zaskoczyłem, ale nie wystraszyłem.
- Wciąż się mażesz w takich sytuacjach! - Zaśmiał się pogodnie, kciukiem ścierając moje łzy. Pocałował lekko moje czoło. Później nos. Oddzielnie każde oko i policzek. By na samym końcu połączyć nasze wargi. Ten pocałunek był jakby przysięgą. Namiętny i gorący. Pełen tęsknoty i uczuć. Gdy po dłuższej chwili oderwaliśmy się wreszcie od siebie, zacząłem się śmiać.
- Ja też, tylko Cię kocham! - Zawołałem, gdy po moich policzkach, znów popłynęły łzy. Tym razem, jednak to były łzy radości, miłości i tęsknoty. Przytuliłem się do Uchihy i wdychałem woń jego perfum.
- Co ty na to, żebym to ja Cię jutro odebrał?
- Chętnie. Powiedz mi tylko, wciąż mieszkam z mamą, w tym samym domku? - Zapytałem, nagle przypomniawszy sobie, że nikogo o to nie zapytałem.
- Tak, wciąż tam mieszkacie. Chyba, że chcesz, to możesz spędzić, te kilka dni po wyjściu ze szpitala, u mnie. - Rzucił wspaniałym pomysłem Sasuke.
- Sasuke? - Zapytałem cicho, coś sobie przypominając.
- Tak? Jak nie chcesz, to odwiozę Cię do domu. Wiem, że musisz sobie na razie wszytko poukładać.
- Nie! Ja bardzo chcę do Ciebie. Najlepiej w ogóle, nie odstępował bym Cię na krok. Tylko... Bo Doktor coś mi wspominał o moich obrażeniach... I pytał, a ja nie pamiętałem... Ja... Czy on... Rozmawiałeś z nim... No o tym... Czy my...
- Naruto, błagam! Po prostu zapytaj. Przecież wiesz, że odpowiem ci na wszystkie twoje pytania. - Powiedział spokojnie Sasu, gdy zacząłem się motać.
- Czy my uprawialiśmy seks, przed moim wypadkiem? - Rzuciłem od razu, bając się odpowiedzi jak cholera.
- Tak, dokładnie w nocy i rano w dzień wypadku. Mogę ci też powiedzieć, że ledwo przytomny, powtarzałeś, iż jestem jedynym z którym spałeś. Mam nadzieje, że to prawda, bo mogę być zły... - Zaśmiał się czarnowłosy. - Byłem pierwszym, z którym to ty byłeś na dole. - Sprecyzował, gdy patrzyłem na niego lekko nie dowierzając.
- Och... - Sapnąłem. No to już mogła być prawda. Zawsze po kryjomu marzyłem, o swoim pierwszym razie z Uchihą, no i sobie wymarzyłem. - No.. to... tego... Dobry był? Znaczy, ten nasz seks?
- Wspaniały, pomimo tego, że byliśmy pijani. Lekko, ale zawsze. Jeżeli mi nie dowierzasz, chętnie pokażę Ci, jak dobry może być nasz seks. Najlepiej, w moim domu, w moim łóżku, jak wyjdziesz ze szpitala. - Mruczał czarnooki, jakby do niego, ale i jakby do siebie.
- Czemu akurat u Ciebie? - Zapytałem, ciekaw tego co mi powie.
- Po pierwsze, to pierwszy raz kochaliśmy się u Ciebie. Po drugie, teraz chcę żeby to było u mnie. Po trzecie, chcę żebyś zamieszkał u mnie. Mam wiele nie wykorzystanej powierzchni i energii. Chętnie zużyję ją na nasze igraszki. - Jego wyjaśnienia, zdecydowanie wystarczyły, żebym się solidnie zarumienił.
- Dobrze. - Powiedziałem cicho.
- Dobrze? Co, dobrze? Że chcesz się ze mną kochać? Czy, że chętnie wykorzystamy przestrzeń mojego mieszkania?
- Chcę z Tobą zamieszkać.
Odpowiedziała mi cisza. A po chwili, tylko mocniejszy uścisk i śmiech. Śmiech Sasuke, którego do końca życia nie zapomnę. Jego pocałunki, na mojej twarzy...

niedziela, 14 września 2014

One Shot cz.3

Witam wszystkich!
Oto kolejny rozdział One Shot'a. :3 
Mam nadzieję, że się wam spodoba! 
Piszcie jak się wam podoba!

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Naruto

Było już blisko południa, gdy Naruto się obudził. Zrobiło mu się zimno, ręką szukając postaci Narzeczonego, do której mógłby się przytulić. Gdy okazało się, że jest sam, lekko uchylił oczy i zaczął rozglądać się komnacie. Była pusta. Leżąc tak w nie swoim łóżku, w nie swojej komnacie, czuł się nad wyraz swobodnie. Gdy ktoś zapukał, Przykrył się kołdrą i zawołał.

- Kto tam?

- To ja, Jiraya. - Znajomy głos chrzestnego, obudził go do końca. Przypomniał również, wydarzenia wczorajszego wieczora.

- Wejdź. - Powiedział smutny i przytulił mocno poduszkę, pachnącą Sasuke. - Gdzie jest Sasuke? Jak późno już jest? Czy coś się stało? Gdzie jest Gaara? Czy został już usunięty z posiadłości? - Potok pytań, lekko zaskoczył siwowłosego.

- Hej, Mały. - Posłał mu lekki uśmiech. - Jak się czujesz? - Słysząc ilość pytań, po prostu zaczął odpowiadać. - Sasuke jest ze swoim bratem Itachi'm na polowaniu, dla uspokojenia. Jest około dziesiątej rano. Twój narzeczony, zdenerwował się spotkaniem z Gaarą. No Sabaku, wciąż jest w posiadłości, a dokładniej w lochach. Zamknięty czeka na powrót Sasuke i karę.
Słuchając tego, Naruto się zirytował. Jego Narzeczony, wybrał się na polowanie. Zostawił go samego w pałacu. Na dokładkę, śpiącego w jego łóżku.

- Każ przygotować Kuramę. Niech służba przyniesie mi strój na polowanie. Wyruszam porozmawiać z moim narzeczonym. - Zły i rozgniewany, był stanowczy i pokazywał, że charakterek niestety odziedziczył po mamie. - Jedziesz ze mną, masz dwadzieścia minut do przygotowania się. Po drodze opowiesz mi o ich spotkaniu. Bo byłeś przy nim, prawda?

- Tak, już wszystko organizuje. Dobrze, pojadę z Tobą. Tak, byłem przy przesłuchaniu.

- Na jakie polowanie wybrał się Sasuke?

- Wybrali się upolować Lisa. - Wypowiedział cicho Jiraya, wiedząc jak zareaguje młody Uzumaki.

- Lisa?! Wybrał się na LISA?!?!?!?! - Krzyk, jaki wydobył się z jego gardła, był przerażający, oznaczał całkowitą nienawiść i chęć mordu. A wściekły Naruto Uzumaki, był bardziej nieobliczalny niż Kushina Uzumaki. A to jej bało się całe Królestwo i Jego sąsiedzi. - Służba!!!

- Tak, Naruto-sama? - Odezwała się pokojówka.

- Zostaw ubrania i zawiadom stajnię, żeby przygotowali konie dla mnie i Jirayi. Wybieramy się za moim narzeczonym. Każ przygotować na obiad same warzywa, zupy i pieczywo. Żadnego mięsa.

- Ale panie, mężczyźni jak powrócą z polowania, będą chcieli mięsa. Albo każą upiec trofea. To co upolowali. Będą zmęczeni i głodni.

- Nic mnie to nie interesuje. Powiedziałem już co masz zrobić, odejdź. - Zimny, jak lód i opanowany głos Naruto, wstrząsną służką, na tyle, by odmaszerowała, bez słowa sprzeciwu.

Sasuke
Jadalnia

Czując, że Naruto śpi twardo. Wstał i ubrał się. Wyszedł zjeść coś jeszcze i w jadalni napotkał brata i Nagato.

- Jak tam noc, Braciszku? Wymyśliłeś już coś? - Odezwał się złośliwie Itachi.

- Musisz podjąć decyzję, co do No Sabaku Gaary. Jak najszybciej się da. - Odezwał się Kakashi, który nie odrywał wzroku od Iruki, rozmawiającego z Jirayą. - Iruka, o czym rozmawiacie?

- Podejmę decyzję po rozmowie z Gaarą i Narzeczonym. To był atak na niego, ma prawo wydać wyrok na sprawcę. A ja uszanuję jego wybór. - Odpowiedział spokojnie, jedząc kanapkę.

- Może porozmawiaj z No Sabaku, najpierw sam. Pokaż mu, z kim zadarł, atakując Twojego Narzeczonego. Uświadom mu, jak wielki błąd zrobił. - Powiedział Iruka, poważnym głosem. - Wychowałem Naruto, nie sądzę, by był w stanie wydać wyrok, który Cię usatysfakcjonuje. Pamiętaj, że on niedawno stracił wszystko, na czym mu zależało. Nie daj mu powodu by sądził, że nigdy nie odzyska tego co stracił. - Wszyscy patrzyli na niego, w szoku. Nikt nie spodziewał się, by tak to się potoczyło.

- Iruka, czy mógłbyś powiedzieć mi, jak wiele razy jeszcze mnie zaskoczysz? - Zażartował Kakashi. - Choć Iruko, chciałby z Tobą porozmawiać. - Widząc to, wszyscy jak jeden mąż zaczęli się śmiać z popędów Hatake.

- Itachi, czy ty czasem nie miałeś sprawdzić czegoś w bibliotece? - Podpowiedział mu Nagato, a gdy jego brat spłonął rumieńcem, Sasuke postanowił to przerwać.

- Później to sprawdzi, wielokrotnie, domyślam się. - Wymownie spojrzał na rudowłosego kuzyna, Naruto. - A teraz chodźcie, idziemy przesłuchać No Sabaku. Jiraya, mam nadzieję, że do nas dołączysz.

Lochy

- No Sabaku, co ja mam z Tobą zrobić? Powiedz mi. Zabić? Okaleczyć? Zrobić swojego służącego? Poniżyć i odesłać do domu? Wysłać do stolicy, mojej ojczyzny? Zrobić z Ciebie prostytutkę dla żołnierzy mojego Ojca i Brata? Lubią rudych. Wszyscy w Konoshe. Zwłaszcza żołnierze. - Mówił spokojnie, jakby nie miał uczuć. Był cholernie opanowany.

- Ukarzesz mnie za to, że spałem z twoim Narzeczonym, czy za to, że to on chciał, bym był jego pierwszym?  A może, za to, że z Tobą spać nie chciał? Wierz mi lub nie. To wspaniały aktor. Uroczy, spokojny, wstydliwy, nikt nie powiedziałby, że puszczalski. A jednak spał ze mną, z Kibą Inuzuką. W kilkoma hrabiami. Jedź do kraju Wiru. Opowiedzą Ci o jego podbojach. A raczej o tych, którzy już z nim spali. - Odezwał się, równie spokojnie.

- Nie spał z Tobą. Uwierz, rozpoznałbym to, po jego ciele. Tak jak rozpoznaje po Tobie. Wiele uciech mają z Ciebie w twoim kraju, prawda? - Odpowiedział mu.

- On kłamie. Naruto miał zakaz pojawiania się na uroczystościach. Każdych. Jego matka, wstydziła się tego, jak bardzo przypomina on Ojca. Wszystkim wmówiła, że to chorowite i słabe dziecko. Nikt nie mógł go odwiedzać, a on miał kategoryczny zakaz rozmowy z innymi. Chyba, że na swoich urodzinach, które oczywiście, odprawiał Król Minato, tutaj. Ponieważ Kushina nie zgadzała się na nie w Pałacu Królewskim. No Sabaku, chciał go porwać po jego szesnastych urodzinach, dlatego mają całkowity zakaz pojawiania się na tych ziemiach. - Odezwał się cicho Iruka.

- Wiem, wiele z tego dowiedziałem się podczas korespondencji z Minato-sama. - Odwrócił się i spojrzał na brata. - Może polowanie? Uspokoimy się i odprężymy. Chciałbym zobaczyć Naruto w futrze z Lisa. Pięknie pasowałoby do niego.

- Ależ Panie... - Umino, chciał ostrzec Księcia, jednak nikt już go nie słuchał. Nawet Kakashi, podniecony myślą polowania, przestał zwracać na niego uwagę.

Las
Polowanie

-Panowie! Psy złapały trop! - Krzyczał Itachi. - Braciszku! Masz ochotę na dziczyznę, dziś wieczorem?

- Chętnie, mięso zawsze mile widziane! - Śmiali się całe polowanie, książęta Kraju Ziemi.
Polowali już drugą godzinę, a psy dopiero złapały trop. Podążali za nimi, Sasuke jednak wydawał się rozkojarzony. Irytacja jego brata, za to rosła z każdą chwilą. W końcu stwierdził, że zabiera trzy psy i wybiera się na lisa. Pain twierdząc, że w tych lasach zgubić można się równie łatwo co w labiryncie, ruszył z nim. Milczący zaś Umino, tylko kręcił głową w rezygnacji.

Kilka minut później, gdy oddalili się już wystarczająco, zdecydował się zapytać.

- Jaki naprawdę jest twój kuzyn? - Sasuke, wciąż miał wrażenie, że jego Narzeczony jest osobą o różnych twarzach.

- Jaki jest? Myślę, że delikatny. Porywczy, czasami przerażający. Jest mężczyzną, stworzonym do uśmiechu. Jednak gdy jest wściekły, potrafi być bezwzględny. No i uroczy.

- Co do uroczego, to muszę się zgodzić. Delikatny, też. Ale bezwzględny, porywczy, przerażający? Jakoś nie mogę w to uwierzyć. - Zaśmiał się Sasuke.

- Pain?! PAIN?! - Krzyk kuzyna, od razu dał mu do zrozumienia, jak zły on jest.

- Zaraz uwierzysz, jak straszny jest. - Powiedział cicho. Zaraz krzycząc. - Naruto?! Kuzynku, tutaj jesteśmy! 

Naruto

Słysząc krzyk Pain'a, od razu skierowałem się w jego stronę. 

- Jak polowanie? - Krzyknąłem, by upewnić się, że jadę w dobrą stronę. 

- Na razie, to tylko psy ucieszone. - Usłyszał głos narzeczonego. - Na szczęście. Witaj, Naruto-kun. 
Odwróciłem Kuramę i zobaczyłem swojego narzeczonego. Na ogromnym, karym rumaku bojowym. Wyglądał wspaniale, odziany w granatowy płaszcz. 

- Witam, Sasuke. - Odpowiedziałem, dość oschle. - Czyżby nie udało się upolować Lisa? - Zapytałem, wyraźnie rozdrażniony. 

- Polowanie, to nie tylko zdobywanie skór. Spójrz, jak uradowane są psy, biegając tak bez żadnego ograniczenia. Pomyślałem, że to dobrze im zrobi. Oczywiście, potrzebowałem się uspokoić, po rozmowie z No Sabaku. A polowanie, to doskonała wymówka, do wycieczki po lesie. Rozmowy z twym kuzynem, dowiedzenia się czegoś, o tych ziemiach, lasach, o Tobie. Chyba, że chodzi o Itachi'ego, on po prostu lubi polowania na dziki. Mam nadzieję, że nie urazi twej osoby. Dwa lub trzy te zwierzęta, mogą dziś jednak paść jego łupem. 

- Jeżeli miałeś ochotę, na przejażdżkę po lesie, mogłeś zapytać mnie. Chętnie pokaże ci najpiękniejsze miejsca tego lasu. - Podprowadzając moją klacz bliżej niego, ciągnąłem. - Byłem nie pocieszony, gdy wstałem, a mój narzeczony w lesie. Co jak co, ale ten las najlepiej znam ja. Czyż nie kuzynie? 

- Oczywiści. Ty jedyny, czujesz się tu lepiej niż w pałacu. A nawet po zmroku, nie boisz się przebywać w leśnej głuszy. 

- Tak więc, wybacz mi moje zachowanie Miły. - Odezwał się Sasuke. - Czy zechciałbyś pokazać mi kilka pięknych miejsc? Chętnie poznam lepiej twoje ziemie, jak i Ciebie. - Jego głos, chrypliwy i bardziej przypominający mruczenie dzikiego kota, powodował, że całe moje ciało, przechodził nie znany mi impuls. 

- Oczywiście, Pain, poradzisz sobie ze znalezieniem Itachi'go? Wyślij sokoła, niech Cię prowadzi. - Zakręciłem Kuramą, złapałem Narzeczonego za płaszcz i posłałem mu półuśmiech. - Będę prowadzić na spokojnie. Jeżeli lubisz trochę się po ścigać, to za jakieś piętnaście minut zbliżymy się do polany, na której można ładnie się rozpędzić. Konie troszkę się rozgrzeją.

- Doskonale! Do zobaczenia w pałacu, panowie. - Pożegnał się i ruszył za mną. - Chętnie. Chciałbym zobaczyć, jak szybki jest  twój koń. Piękna klacz. - Mruknął, jakby do siebie.

- Jest szybka. To najszybszy koń, w moim państwie. Wygrała każdy swój wyścig. - Powiedziałem dumny, z mojej ulubienicy. - Jest dla mnie bardzo ważna, kocham jazdę na niej i ją samą. Mam nadzieję, że mojemu przyszłemu mężowi, nie będzie to przeszkadzać? - Zapytał, posyłając w stronę Sasuke, piękny uśmiech.

- Widać, jak dumny z niej jesteś. - Powiedział spokojnie. - Będzie mi to przeszkadzać. - Powiedział spokojnie. Widząc rozczarowanie w oczach Naruto, kontynuował. - Jeżeli będziesz dbał o nią bardziej niż o mnie. - Powiedział wesoło, próbując rozładować chwilowo złą atmosferę.

- Yhmy... - Przytaknął mu, zapamiętując w głowie, by zawsze upewniać go o swoich uczuciach. Nawet, jeżeli w rzeczywistości, by ich nie było. - Ruszajmy kłusem, po wjechaniu na polanę, od razu, zaczyna się wyścig. - Oznajmił.

- A więc, pozwól, że zapytam, puki jeszcze mogę. Co będzie nagrodą dla wygranego? - Pewny szybkości swojego rumaka, nie brał nawet pod uwagę wygraną narzeczonego.

- Nagrodą? Wymyśl coś! - Zawołał rozbawiony.

- Jeżeli wygrasz, to przez cały nasz pobyt tutaj, aż do ślubu, będę wykonywał wszystkie twe rozkazy. Jeżeli ja wygram, spędzimy dzisiejszy wieczór, tak jak ja chcę. - Zawyrokował.

- A jeżeli będzie remis? - Zapytał, już rozmyślając, jakie rozkazy mógłby mu wydawać.

- Gdy będzie remis, cały jutrzejszy dzień spędzamy, jak ja chce. Cały następny, jak ty chcesz. - Wymyślił, uradowany perspektywą spędzenia całego dnia, tak jak chciał.

- A więc, niech tak będzie. Życzę ci powodzenia, Sasuke Uchiha. Niech wygra szybki wiatr! - Krzyknął, zawołanie swego kraju.

- Niech wygra! - Zawołał i wypatrywał początku polany.

Sasuke

Spokojnie kłusowali już dobre dziesięć minut, konie były rozgrzane i same rwały się by przejść w galop. Gdy Huragan, ujrzał dość dużą połać zieleni, zarżał oznajmiając, że wie co robić. Wiedziałem, sam go układałem, szkoliłem i opiekowałem się nim. Wiedziałem, o nim wszystko. Poluzowałem mu wodze i puściłem go, by sam pędził, tak, jak uważa. Widząc, jak gniada klacz rozpędza się w mgnieniu oka, wyprzedzając nas o ponad dwie długości, domyślałem się, że to będzie ciekawy wyścig. Czułem, jak mój ogier przygotowuje się do jego normalnej prędkości i wyskakuje w przód, natychmiastowo doganiając przeciwnika. Nagle zauważyłem coś, co szczerze mnie zaskoczyło. Naruto, siedzący na swojej klaczy, śmiał się w głos i uśmiechał najpiękniej na świecie. Uradowany prędkością, jaką rozwinęli. Gdy byliśmy w połowie polany, konie jakby nie zwracając uwagi na nas, zrównały rytm i galopowały spokojnym, równomiernym tempem.

- Chyba mamy remis! - Zawołałem do Narzeczonego. - One właśnie dały sobie spokój z wyścigiem.

- Widzę, właśnie. - Śmiał się cudownie. - Tak więc czekam na jutrzejszy dzień, Sasuke. - Pierwszy raz, zwracając się do niego po imieniu.

Zwolnił swojego konia i zatrzymał go, gdy znalazł się mniej więcej na środku polany. Zsiadł z Huragana i zdjął swoją pelerynę. Położył ją na polanie i usiadł na niej, zaraz kładąc się i spoglądając w niebo.

- Dołącz do mnie Miły, piękne niebo dziś. - Zawołał do Naruto. Patrzył jak zawraca klacz i podjeżdża do niego. Zsiadł spokojnie, puszczając konie wolno i siadając obok niego. Szybko złapał blondynka, przyciągając do siebie, by położyć głowę jego na swojej piersi. - Tak jest wygodniej. Obiecuję, że nic Ci nie zrobię. 

sobota, 16 sierpnia 2014

Mafia,mobbing i inne dziwactwa. cz.3

Ohayou Gozaimasu Minna-san!
Jestem i daję wam kolejny rozdział. 
Wciąż nie wiem, czy będę kontynuować tego One Shot'a czy tego drugiego. 
Oba mi się podobają, więc bardziej prawdopodobne, że zrobię równoległe opowiadania. :3
Sprawdzajcie, błędy i piszcie o nich, bo to nie na moim kompie pisane. 
Mogą wystąpić: zjadane literki, pomylone znaki interpunkcyjne, itp. 


- Wrócę, przyda Ci się ktoś do pomocy. - Powiedział to tak miłym i przyjemnym głosem, że aż zachłysnąłem się powietrzem. Nigdy, nie podejrzewałbym go o taki ton.
- Dobrze. Poczekam na ciebie. - Odpowiedziałem szeptem i odwróciłem się do szafki. Wyjąłem resztę kieliszków i wycierałem je ściereczką. 
- Zmieniłeś się. - Usłyszałem za sobą. - Nigdy wcześniej, nie byłeś do mnie jakoś specjalnie przywiązany. Cieszyłem się, gdy zostaliśmy przyjaciółmi. Później, długo nie mogłem sobie wybaczyć, tego co Ci powiedziałem. Teraz jednak widzę, że od razu mogłem przybiec, paść na kolana i przepraszać. - Nie odwracałem się. Z rozmarzonym uśmiechem, wciąż wykonywałem swoją czynność. - Podaj mi szmatkę, to ci pomogę. Będzie szybciej. - Powiedział na końcu Sasuke. 
- Nie zmieniłem. - Odpowiedziałem w końcu. Patrząc mu prosto w oczy, podałem mu drugą ściereczkę. - Zawsze taki byłem. Teraz, tylko jestem bardziej otwarty. Nie boję się swojej orientacji. Nikogo się już nie boję. - Wyszeptałem, odwracając w końcu wzrok. 
- Co cię zmieniło? Co się stało, że przestałeś się bać? - Zapytał, kończąc nasze zadanie. 
- Nic szczególnego. - Przecież nie powiem mu, że ktoś próbował mnie zgwałcić. A tym bardziej, że był to jego własny brat... - Zmienił mi się punkt patrzenia? Dorosłem? Nie wiem. - Zaśmiałem się, żeby rozgonić złe wspomnienia. 
- Dobra. Kończmy to i chodźmy dokończyć kolację z innymi. - Zarządził Sasuke. 
- Tak jest! - Zawołałem, by po chwili dostać sójkę w bok. - To bolało, Draniu! - Zawołałem i zacząłem go okładać ściereczką. Śmiejąc się przy tym, na cały głos. Złapaliśmy resztę kieliszków i wróciliśmy do reszty gości. Uchiha, oczywiście od razu po przekroczeniu progu, przestał się wspaniale uśmiechać. Westchnąłem cicho i usiadłem na swoim miejscu. - A więc, bawmy się! Mam nadzieję, że każdy z was jest zadowolony. - Tu mimowolnie, spojrzałem na mamę i Minato. Cieszyłem się, ze szczęścia mamy. Kushina, zasługiwała na najlepsze. 


Kolacja, minęła im spokojnie. Kakashi i Iruka, zwinęli się jakoś po jedenastej. Minato, nie pijący dużo, ale wręcz nie mogący oderwać się od Kushiny, został na noc. Jego ochrona, rad nie rad, też musiała. Hokage, oczywiście, spał z mamą. Itachi w pokoju gościnnym, a ja miałem spać w salonie. Miałem tylko jeden słaby punkt. Słabą głowę do alkoholu, a Sasuke zadbał o to, bym się porządnie wstawił. 

- Gdzie mam spać? - Zapytał Drań, gdy kilka minut przed pierwszą, skończyliśmy wreszcie sprzątać.
- W moim pokoju. Poczekaj dam ci ręcznik i coś do spania, a ja sobie pościele kanapę. - Wybełkotałem, ledwo kontaktując.
- To śpijmy razem, kiedyś dawaliśmy radę, teraz też damy. - Zaśmiał się, a ja przyjąłem wyzwanie.
- Dobra, ale nie rozwalaj się na łóżku! Tak jak kiedyś! Rano weźmiemy prysznic! - Powiedziałem w końcu i łapiąc go za dłoń, ruszyłem na górę. Cały czas się zaczepialiśmy. Chichotaliśmy i szeptaliśmy, jak gówniarze, wracający z nocnej zabawy. Gdy tylko Sasuke, zamknął za nami drzwi, zacząłem się rozbierać. Pozostając tylko w bokserkach, rzuciłem się na łóżko. - Rozbieraj się! - Zawołałem do czarnowłosego. - Do mojego łóżka, wchodzi się co najwyżej w bokserkach. - Zaśmiałem się i odkryłem trochę kołdry dając mu sygnał, by w końcu wszedł na to łóżko i się przykrył.
- Do mojego łóżka, wchodzi się tylko nago. - Wyszeptał do mnie, gdy już leżeliśmy.
Po mimo zmęczenia, nie mogłem zasnąć. Przewracałem się i miotałem się pod kołdrą, co najwyraźniej nie podobało się Sasuke.
- Młotku, chodź. - Przyciągnął mnie do siebie i ułożył moją głowę na swojej piersi. Nie byłem drobnym mężczyzną, a mimo to, Uchiha był ode mnie wyższy i na pewno bardziej umięśniony. - Przytul się i błagam, zaśnij. Jutro musimy rano wstać.
Zrobiłem co mi kazał i wciąż nie mogłem spać. Przyzwyczajony do spania nago, nie mogłem znieść bokserek na swoim tyłku.
- Co Ci jest Uzumaki, co? Czemu nie możesz zasnąć, kiedy każdy inny już by chrapał? - Zapytał mnie z lekką pretensją w głosie.
- No bo... Nie powiem, bo będziesz się śmiał! - Warknąłem, chowając twarz i czerwone policzki, by ich nie zauważył.
- Obiecuję, że nie będę. A teraz mów, co ci jest! - Przygarnął mnie do siebie tak, że leżałem już całkiem na nim. Gdy moje pośladki, dotknęły czegoś dużego, zaniepokojony drgnąłem. - Nie martw się, nic ci nie zrobię.
- Bo ja... no ten tego... normalnie... to ja... śpię nago. - Wyszeptałem, czując jak robię się bordowy od wstydu.
Cisza, która nastała po tym wyznaniu przestraszyła mnie. Gdy chciałem wstać, Sasuke przytrzymał mnie i w końcu się odezwał.
- Ok. No to zdejmuj te bokserki i może w końcu zaśniesz, chyba że swędzi Cię dziurka. Wtedy zaśniemy dopiero za kilka godzin. - Powiedział swobodnie i już chwilę później jego dłonie znalazły się pod moimi majtkami i obmacywały moje pośladki.
Pisnąłem, ale jakoś nie miałem ochoty się odsunąć. Gdy te długie palce, zaczęły niebezpiecznie się zbliżać do mojego odbytu, odruchowo mocniej naparłem tyłkiem na jego dłonie. Śmiech Sasu, trochę mnie rozbudził.
- Dasz radę, kilka godzin?! - Zapytałem go, z niewinną minką.
- Zaraz się przekonasz! - Wymruczał tym głosem, od którego robiło mi się ciepło i przekręcił nas tak, bym to ja był pod nim. Uniosłem się lekko, by łatwiej zdjął ze mnie bokserki po czym, bez skrupułów przyciągnąłem go do pocałunku. Był namiętny, pełen czegoś, czego nie mogłem sprecyzować. Może tęsknoty? Być może. Gdy oderwaliśmy się od siebie, łapczywie, łapałem kolejne oddechy.
- W szafce obok, jest żel i gumki. - Wypowiedziałem szybko.
- Przygotowany? - Powiedział, a ja jak urzeczony patrzyłem na jego pełen uśmiech.
- Zazwyczaj... - Wyjąkałem, gdy poczułem jego zwinne i długie palce, na swoim penisie. 

Później, wszystko potoczyło się, równie szybko. Moje jęki, błagania o więcej, mocniej, szybciej, głębiej... Westchnienia Sasuke, jego mruczenie, gdy we mnie wchodził, szybki oddech otulający swym ciepłem moje ucho, podczas kolejnych mocnych pchnięć. Warknięcia, gdy próbowałem przejąć kontrolę nad kolejnym pocałunkiem. Śmiech, gdy zacząłem go ujeżdżać. Pełen uśmiech, który miałem nadzieję, widziałem tylko ja. Jęk, przeciągły, typowo męski, gdy wystrzelił w moim wnętrzu. Nasze płytkie oddechy, gdy zasypialiśmy...

Rano, obudziłem się jak zwykle dość wcześnie rano. A tak przynajmniej mi się zdawało... Było mi ciepło, wygodnie i bolały mnie biodra. Gdy tylko chciałem się przeciągnąć, poczułem coś dużego i dość twardego w sobie. Otworzyłem oczy i ujrzałem czarną czuprynę. Patrzyłem tak, na twarz mojego byłego przyjaciela, w szoku i przez dobre kilka minut nie wiedziałem co się stało i jak zareagować. Czułem wyraźniej jego dłonie na moich plecach, jego członek w sobie. Leżałem na nim, dosłownie. W końcu przypominając sobie, to co zaszło między nimi w nocy. Bordowy na twarzy, aż się poruszyłem z tego całego zaskoczenia... A to była najgorsza rzecz jaką, mogłem uczynić. Oczy czarnowłosego otworzyły się i spojrzały na mnie czujne, jak zawsze. Twardniał, on twardniał w moim tyłku! 

- Dobrze się spało, Naru? - Zapytał, posyłając mi półuśmieszek. 
- Oczywiście, przecież od zawsze marzyłem o chuju w moim tyłku przez całą noc! - Warknąłem na niego i stałem się jeszcze bardziej czerwony. A ten cham, bezczelny poruszył się we mnie, wyrywając mi z gardła jęk przyjemności.  
- Czuję właśnie... Ściskasz mocniej niż imadło. - Zaśmiał się i znów poruszył. Odruchowo poderwałem się do góry, biorąc go głębiej w siebie. Jego dłonie zacisnęły się na moich biodrach, zjeżdżając na uda i znowu wędrując na biodra. - Co się stało Naruto, kiedyś nie byłeś taki chętny do seksu ze mną... - Wymruczał, przyciągając mnie do siebie. 
- Bo... Ach... Zwolnij... to ci... powiem... - Od razu zaprzestał się poruszać i patrzył na mnie wyczekująco. - Kretynie, byłem prawiczkiem! A ty zaproponowałeś mi seks jak herbatę! Oczywiście, że się zdenerwowałem! Zwłaszcza, że nigdy mi nie powiedziałeś, że jesteś gejem! Albo, że ci się podobam! Myślałem, że chcesz zrobić sobie ze mnie jaja! - Wyrzucałem z siebie, coraz bardziej zawstydzony.
- Młotek! Cholerny Młotek! - Wydarł się Sasuke, patrząc na mnie zdenerwowany, jak nigdy. Podniósł mnie i wycofał się z mojego wnętrza. Przewrócił mnie na plecy, a sam nade mną zawisł. - Kocham Cię, od gimnazjum! Wtedy, tego dnia gdy uciekłeś, chciałem się zabić! Skończony Baka! Jak można być tak ślepym, żeby tego nie widzieć! 

Patrzyłem na niego w milczeniu. Otwartymi szeroko oczami, buzią i z szokiem wypisanym na twarzy. Zacząłem płakać. 

- Naruto?! Naru, no weź nie płacz! Już Cię puszczam, już sobie idę! - Gdy zaczął się podnosić, od razu go złapałem. Przytuliłem się do niego i płakałem coraz głośniej. Coraz bardziej rozpaczliwie wczepiając się w jego ramiona. Przytulił mnie, nie wiedząc co spowodowało mój wybuch. 
- Ja... ja też cię kocham... Od.. oo... od gimnazjum... Głupku... Jak... jak... jak mogłeś... chcieć... się... zabić... - Chlipałem sobie w najlepsze, gdy do pokoju wszedł Minato i Itachi. Sasuke szybko mnie przykrył kołdrą i przytulił mocniej do siebie. 
- Spokojnie, Naru spokojnie... Przecież nic się nie stało. No już... Spokojnie... Przestań płakać... Bo się zdenerwuje... - Argument nie do pokonania. To mi wystarczyło.
- Nie krzycz na mnie! - Zawołałem. - A teraz mnie tul.
- Będę, a gapie w drzwiach mogli by wreszcie wyjść. - Stwierdził, dość nie miło wypraszając ich z mojego pokoju. Chwilę później, znowu zasnąłem.

Jakoś po trzynastej, byliśmy już wszyscy na dole, a ja gotowałem obiad. Sasuke mi pomagał, co powodowało ogromny uśmiech na mojej twarzy. Spokojnie zjedliśmy i porozmawialiśmy. Sasuke, dostał od Minato wolne na cały dzień. Więc, gdy wyjeżdżali po szesnastej z Kushiną na badania, był z nimi tylko Itachi. Cały dzień, przeleżeliśmy w moim pokoju, wspominając i całując się. Opowiadając o tym, co działo się u nas. Gdy mama wróciła, Sasu właśnie zbierał się do wyjścia, w korytarzu. Przytulił mnie tylko na pożegnanie i wyszedł. Porozmawiałem jeszcze trochę z mamą i zacząłem zbierać się na imprezę ze znajomymi. Ubrałem się w czarne rurki i pomarańczową koszulkę. Wziąłem skórzaną kurtkę i kluczyki od motocyklu. Dojazd zajął mi aż pół godziny. Jednak gdy wszedłem do klubu, moja paczka od razu mnie przywitała. Kiba, oczywiście, obrażony za to jak nie zwracałem uwagi na niego, podczas kolacji. Opowiedziałem im o Sasuke i okazało się, że kilku z nich nawet wie o kim mowa. Znali go ze studiów. Podobno był najlepszy na roku. Nie zaskoczyło mnie to. Znałem go wprawdzie tylko do Liceum, ale wiedziałem, że on wszystko robi idealnie. A wczorajsza noc, jeszcze to potwierdziła. Był doskonały, w każdym calu i we wszystkim co robił. Mogłem jechać do domu taksówką. Jednak uparty, jak przystało na Uzumakiego, wsiadłem na motor i odjechałem. Mimo iż trzeźwy, o tej porze jazda motorem, po Tokio i tak była niebezpieczna. Czułem, że coś się stanie. Czasami ludzie, tak mają. Wyczuwają niebezpieczeństwo, a mimo to wciąż brną bez opamiętania na przeciw przeznaczeniu.

<Przeznaczenie=Chory umysł Autorki>

Zjechałem na stację, zatankować i kupić, jakiegoś hod-doga. Zrobiłem co miałem i ruszyłem dalej. Wyjeżdżając ze skrzyżowania, zmęczony, nie zwróciłem uwagi na to, czy ktoś jedzie. Wręcz przeciwnie do poprzedniej nocy, nic nie potoczyło się szybko, jak nie którzy mówią. Jak w spowolnionym tempie, na filmie akcji. Widziałem kierowcę, który panicznie próbował zahamować. Ciężarówka, jednak wciąż parła do przodu, pomimo jego wysiłków. Trąbił, a ja się nawet nie zdołałem poruszyć. Nie byłem w stanie o niczym pomyśleć. Na niczym konkretnym nie byłem w stanie się skupić. Uderzenie poczułem na całym ciele. Jego siłę, gdy zmiażdżył mój piękny motocykl i moje ciało. Czułem jak każda kość w moim ciele, łamie się. Jednak ból nie nadszedł. To był znak. Wiedziałem, że tego nie przeżyje. Śmierć, przyszła po mnie. W najmniej spodziewanym momencie. Słyszałem krzyki i dźwięk karetki. Widziałem ludzi nad sobą, ale ich nie słyszałem, wiedziałem, że coś mówię, jednak nie miałem pojęcia co...

Sasuke

Siedziałem przed salą operacyjną już dziewiątą godzinę. Kushina, osłabiona wiadomością, o wypadku Naruto, sama znalazła się na oddziale intensywnej terapii. Itachi, pilnował Minato, który wychodził sam z siebie bojąc się stracić, dwie najważniejsze osoby dla niego, jednego dnia. Paczka Młotka, siedziała po drugiej stronie korytarza. Spokojny i opanowany z wierzchu, w środku szalałem ze zdenerwowania. Operacja trwała, walka o życie Naru trwała.

Kilka minut, po rozpoczęciu operacji, przyszedł do mnie ratownik, który był przy wypadku.
- Pan Sasuke Uchiha? - Zapytał.
- Ta, to ja. - Odpowiedziałem, bez zastanowienia.
- Pan Uzumaki, był ledwo przytomny, gdy go znalazłem. Cały czas powtarzał, że nie zdążył panu tego powiedzieć. - Zaczął, a mnie aż ciarki przeszły. - Powtarzał Sasuke, powiedzcie Uchisze, że był jedynym. Tylko on, od zawsze. - Napędzony motywacją, tej wiadomości, przysiągłem, że już nigdy od niego nie odejdę.

Po szesnastu godzinach, z tej jebanej sali, przed którą, prawie osiwiałem. Wyszedł lekarz i powiedział, że operacja się udała. Jednak trzeba poczekać, aż Blondynek się wybudzi. Oczywiście, szef kazał mi siedzieć przy jego łóżku, całą dobę, najlepiej cały tydzień. Wiedząc, że zrobię to tak, czy tak po prostu powiedział, że mam wolne do odwołania.

Spędzając, przy jego łóżku, każdą wolną chwilę, przed i po zajęciach. Lekarze, już nawet przestali mnie wyganiać, gdy kończyły się godziny odwiedzin. Większość pielęgniarek, zwracała się do mnie po imieniu. Naruto był w śpiączce, już ponad cztery miesiące. Była to śpiączka farmakologiczna, by jego kości zdążyły się jak najbardziej zrosnąć, zanim zaczną go wybudzać. A miało to nastąpić za niecałe kilka godzin.
- Musi pan wyjść z sali, gdy będziemy go wybudzać, panie Sasuke. Wiem, że się to panu nie podoba, ale nie może pan tu być. - Zrezygnowany i zły, wyszedłem. Patrzyłem na całą procedurę wybudzania, przez szybę w ścianie.

- Może być pan spokojny, pański partner wybudza się zgodnie z planem. Kości w dziwnie szybkim tempie się zrosły, więc wszystko na razie jest na jak najlepszej drodze, do odzyskania całkowitego zdrowia. - Powiedział doktor Hozuki. Ulga z jaką odetchnąłem, najwyraźniej była cholernie widoczna, bo poklepał mnie on po ramieniu i odszedł, kręcąc głową w niedowierzaniu.
- Może pan już wejść. Proszę jednak przycisnąć czerwony guziczek, gdy pan Uzumaki wybudzi się do końca. - Poinformowała ostatnia z wychodzących pielęgniarek.
- Dziękuję. - Skłoniłem się lekko i wszedłem z powrotem do sali Młotka.

Siedząc przy jego łóżku, trzymając jego dłoń, wpatrując się w jego powieki. Zastanawiałem się, co zrobi gdy mnie zobaczy. Właśnie wtedy, jego oczy poruszyły się pod powiekami, które chwilę później zaczęły się podnosić. Zadzwoniłem po pielęgniarki i uścisnąłem jego dłoń trochę mocniej. Błękit, wypływający z pod przymkniętych powiek, zachwycał jak zwykle.

- Naru, jak się czujesz? - Zapytałem, a on spojrzał na mnie oniemiały. W tym momencie przyszedł doktor.
- Sasuke, prosiłbym Cię o opuszczenie sali. Muszę porozmawiać z Naruto, na temat jego stanu zdrowia i powiadomić policję, że się wybudził. Pamiętajmy, że muszą go przesłuchać, co do wszystkich okoliczności wypadku. - Powiedział poważnie i pokazał mi drzwi.
- Wiem, już wychodzę. - Odpowiedziałem. - Naruto, cały czas jestem na korytarzu, wołaj, gdybyś czegoś potrzebował. - Powiedziałem do niego spokojnie, pochyliłem się i pocałowałem w czoło. - Kocham Cię, mam nadzieję, że o tym pamiętasz. - Szepnąłem mu do ucha. Cichy pisk, który wyrwał się z jego gardła, zaskoczył mnie i przestraszył. - Na pewno nic cię nie boli? Może chcesz leki przeciw bólowe? Pewnie chce ci się pić, przyniosę. Panie Doktorze, czy wolno mu coś teraz zjeść?
- Sasuke, wyjdź. Ja będę zadawał takie pytania, gdy przyjdzie na to czas. Idź po wodę i jakieś owoce. Naruto musi dostać dużo witamin. A owoce i warzywa, najlepiej mu ich dostarczą. No i masz w końcu iść się przespać, bo położę Cię na oddziale dla trudnych pacjentów i każe uśpić!- Wygonił mnie z sali, każąc pielęgniarkom mnie nie wpuszczać i pilnować bym niczego nie odwalił.

Naruto

Było ciemno, wszędzie był mrok i zimno. Tylko w prawą dłoń było mi ciepło. Ktoś ją trzyma i ogrzewał. Próbował się poruszyć, lecz ciało nie odpowiadało na jego wołania. Poruszył oczami i udało się. Trochę wysiłku i udało się uchylić powieki. Zauważyłem mężczyznę, który siedział przy moim łóżku. To on trzymał moją dłoń, którą teraz ścisnął mocniej. Otworzyłem oczy całkowicie i mnie zamurowało.

- Naru, jak się czujesz? - Zapytał mężczyzna, basowym, lekko chrypiącym tonem. Ten głos, spodobał mi się. A moje ciało, zareagowało na niego. Jakby ono lepiej go znało. A umysł wciąż śpiący, jeszcze nie rozpoznał. Wtedy do sali wszedł inny mężczyzna.
- Sasuke, prosiłbym Cię o opuszczenie sali. Muszę porozmawiać z Naruto, na temat jego stanu zdrowia i powiadomić policję, że się wybudził. Pamiętajmy, ze muszą go przesłuchać, co do wszystkich okoliczności wypadku. - Powiedział poważnie pan w białym kitlu, który prawdopodobnie był moim lekarzem i pokazał mu drzwi.
- Wiem, już wychodzę. - Odpowiedział. A ja wciąż tkwiłem w szoku. Doktor zwrócił się do tego mężczyzny "Sasuke", znałem tylko jednego Sasuke. A on nie mógłby siedzieć teraz przy moim łóżku, wyglądając dziesięć lat starzej niż jeszcze tydzień temu, jak widziałem się z nim w szkole. - Naruto, cały czas jestem na korytarzu, wołaj, gdybyś czegoś potrzebował. - Powiedział do mnie spokojnie, pochylił się i pocałował w czoło. - Kocham Cię, mam nadzieję, że o tym pamiętasz. - Szepnął mi do ucha. Cichy pisk, który wyrwał się z mojego gardła, zaskoczył ich obu. Tego się nie spodziewałem. Jeszcze dwa dni temu, on się ze mnie naśmiewał, był moim przyjacielem. Przyznam, że kocham go długo, już od czasów gimnazjum, jednak nigdy nie wierzyłbym, że on może pokochać mnie. Nie Sasuke Uchiha, którego pragnął wszystkiego kobiety i połowa facetów w naszej szkole. Wliczając nauczycieli i nauczycielki.  - Na pewno nic cię nie boli? Może chcesz leki przeciw bólowe? Pewnie chce ci się pić, przyniosę. Panie Doktorze czy wolno mu coś teraz zjeść?

Miałem mętlik w głowie. Pomyślałem, że to żart. Znowu głupi zakład, z którymś z tych palantów z naszej szkoły. Większość z nich uważała mnie za pedała. A ja nigdy nie powiedziałem, że nim nie jestem. Powinienem, ale nie umiałem.

- Sasuke, wyjdź. Ja będę zadawał takie pytania, gdy przyjdzie na to czas. Idź po wodę i jakieś owoce. Naruto musi dostać dużo witamin. A owoce i warzywa, najlepiej mu ich dostarczą. No i masz w końcu iść się przespać, bo położę Cię na oddziale dla trudnych pacjentów i każe uśpić!

Dzięki Bogu, pan Doktor szybko wygonił go na korytarz. Jednak jego zmartwiona twarz, której nigdy w życiu bym nie ujrzał, zaskoczyła mnie. Drań nosił maskę, codziennie, powoli, walczyłem o to, by pokazywał swoje emocje. Udawało się. Teraz, przynajmniej czasami się uśmiechał, lekko i ledwo widocznie, ale mimo wszystko. Zastanawiało mnie tylko jedno, dlaczego on wyglądał tak staro...

- Naruto, jakie masz ostatnie wspomnienie? - Zapytał mnie pan doktor.
- Hmmmm... Chyba jak dostaje piłką na wf. Tak, to to. Straciłem przytomność i mnie do szpitala przywieźli, ale heca. - Zaśmiałem się. A brzmienie mojego głosu, zbiło mnie z tropu. Mój głos był bardziej kobiecy. Wszyscy to mówili. Blondynek, o niebieskich oczkach i kobiecy głos, na bank pedał.
- Naruto a ile masz lat? - To pytanie mnie zdziwiło.
- No, jak to ile? Siedemnaście. - Odpowiedziałem szybko. - Jestem w drugiej klasie liceum.
Doktor zamilkł. Pisząc coś w mojej karcie, kręcił głową w geście rezygnacji i był smutny. Zaniepokojony, zacząłem się nakręcać.
- Coś jest nie tak? Nie będę mógł zagrać na turnieju? Czy stało mi się coś poważnego? - Wypluwałem z siebie pytania w zastraszającym tempie.
- Poczekaj, przyniosę Ci lustro. - Odpowiedział i wszedł do łazienki. Gdy wychodził z niej, ktoś zapukał w szybę, to był Sasuke. Pomachałem mu, by się uspokoił i wyrazem twarzy, przekazałem, że ma słuchać się doktora i iść spać. Zaśmiał się i posłał mi buziaka. Zarumieniony, odwróciłem od niego wzrok. - Proszę Naruto-kun, teraz możesz spojrzeć na swoje odbicie.

Odwróciłem się i szczęka mi opadła. Byłem stary. Nie do końca stary, ale starszy i to dużo! Mogłem mieć, z dwadzieścia sześć lat...

- Ile ja mam lat? - Zapytałem.
- Dwadzieścia siedem. Straciłeś pamięć z ostatnich dziesięciu lat. Sądząc po twoich reakcjach, poznajesz Sasuke, ale nie rozpoznajesz go jako swojego partnera. Na razie go o tym poinformuje i każę, mu być wobec ciebie ostrożniejszym. Lepiej, żebyś się nie denerwował. - Tutaj zrobił pauzę, żebym oswoił się z myślą, że straciłem dziesięć lat swojego życia. 

- Ponad cztery miesiące temu, miałeś wypadek, gdy wracałeś z imprezy, ze swoimi znajomymi. Uderzyła w Ciebie ciężarówka. Miałeś wiele złamań, więc utrzymywaliśmy Cię w stanie śpiączki farmakologicznej. Twoje kości, są już całe, jednak w szpitalu spędzisz, jeszcze co najmniej miesiąc. Twoja mama, jest w domu, czuje się dobrze, Twój tata się nią opiekuje. Bardzo widać, jak ją kocha. Gdy leżała w szpitalu, gdy go nie było, miała zapewnioną ochronę, całodobową. A Sasuke, nie odstępował od twojego łóżka. On sprawiał nam więcej zmartwień, niż twój stan zdrowia w pewnym momencie. Nie chciał spać, ani jeść, a o załatwianiu nie wspomnę. Resztę pytań, będę musiał zadać Sasuke, skoro ty nie pamiętasz, nic z przed wypadku. Chodzi o to, czy wy uprawialiście seks, ponieważ miałeś ślady współżycia na ciele i wewnątrz. Oczywiście, wszyscy założyliśmy, że to musiało się stać na dzień lub dwa, przed tym feralnym wypadkiem. 

Informacje, tyle informacji na raz, mnie przytłoczyło. Sasuke, moim partnerem, mama w domu. Przecież ona pracowała, właściwie cały czas nie było jej w domu. Tata?!?! Przecież ojciec miał nigdy nas nie chcieć. Lub nie inaczej, nie mógł o nas wiedzieć. Sasuke, martwił się o mnie?! Troszczył?! Wysyła mi buziaczki przez szybę i wyznaje, że mnie kocha... Zapadłem w ciemność. 

sobota, 19 kwietnia 2014

One shot cz.2

Niespodzianka!!!
Tego to nikt się nie spodziewał!!!
Jest nowy rozdział!!!
Kontynuacja, historii Księcia Naruto i jego Narzeczonego Księcia Sasuke.
Przepraszam, za rzadkość w dodawaniu notek. Niestety moja szkoła, nie daje mi wolnego ani forów. Muszę się wiele godzin uczyć i uczęszczać na zajęcia. Mam nadzieję, że teraz, będę miała więcej czasu, uda mi się dokończyć tego one shot'a i zabrać się za opowiadanie, "Mafia, mobbing i inne dziwactwa"
Pozdrawiam, życzę wszystkim szczęśliwych, udanych, spokojnych i rodzinnych świąt!
Akuma Iri

---------------------------------------------------------------------------------------------------
Odszedłem, trzymając w ręku dalej moją kochaną klacz, Kuramę. Gniadej maści, wręcz czerwona sierść i ogon, zapleciony w dziewięć warkoczy. Wyglądała naprawdę pięknie. Jednak, tylko ja mogłem się nią zajmować, ponieważ nikomu innemu, nie dawała do siebie podejść. Zbliżyliśmy się do tamtych dwóch mężczyzn. Młodszy w kapturze, podszedł do mnie i zabrał ode mnie Kuramę. Gdy zarżała i przytuliła łeb, do jego ręki, która ją głaskała, szczena mi opadła...

- To niesłychane! - Krzyknęli razem Jiraya i Pain. Nieznajomy, odwrócił głowę do nich i jakby wydawał się niezmiernie zaskoczony. - Przecież ona nie daje się nikomu głaskać. A co dopiero prowadzić. To demon. Tylko Naru potrafił ją oswoić.

- Rzeczywiście. To bardzo dziwne. Jakie jest twoje imię? - Zapytałem dziwnie podekscytowany.

- Me imię jest nieważne. Zajmę się nią, dzisiaj panie. - Pokłonił się i odszedł.

- Książę Naruto? - Zapytał wysoki, czarnowłosy.

- Tak, Itachi-san?

- Wejdźmy już do środka. Lepiej, żeby twój narzeczony, nie zobaczył Cię wcześniej, niż to potrzebne. - Powiedział, jednak jakiś dziwny blask w jego oczach, dał mi do myślenia.

- Hai, już idę. Jiraya, spotkamy się po kolacji, dobrze?

- Dobrze Naru, teraz odpocznij.

Po kolacji

- Ja już chcę jutro... - jęczał jak dziecko, Naruto.

- Dobrze, dobrze. A jak Ci się ten twój narzeczony nie spodoba?

- Tata go wybrał, na pewno mi się spodoba.

-A jak nie? - Drążył dalej chrzestny.

- No to jest nam smutno, ale i tak będzie ślub. Przecież wiesz, że i tak nie miałbym wyjścia. Wyjdę za niego za mąż, choćby tylko po to, by nie musieć wracać do domu.

 - To twoja matka...

-Przez nią, tata cierpiał... Zresztą, nigdy jakoś specjalnie nie pokazywała, że mnie kocha.

- A jednak jesteś ty! Gdyby nie to, co zrobiła. Nigdy nie miałbym tak wspaniałego chrześniaka, a Książę Sasuke, męża. Jestem pewien, że bardzo mu się spodobasz i Cię szybko pokocha.

Ranek

Książę Uzumaki, został obudzony już wcześnie rano, by mógł na spokojnie przygotować się do najważniejszego spotkania, w swoim życiu. Wykąpał się, ogolił nogi, wysmarował się balsamem, by mięć jak najlepiej wyglądającą skórę. Potarmosił swoje włosy, by były jak zawsze roztrzepane. Służki, nałożyły na niego, jego najlepsze szaty, oczywiście w kolorach jego królestwa.

Sasuke, umył się i ubrał. Na tym zakończył przygotowania do zaręczyn. Zastanawiał się cały ranek, jak będzie wyglądał ich związek. Blondyn mu się spodobał, ale wciąż zastanawiał się nad jego charakterem. Miał wrażenie, że wciąż udawał. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że jego przyszły mąż, coś ukrywa, za postawą, roześmianego gówniarza. Był starszy. Miał dwadzieścia trzy lata, w porównaniu do siedemnastoletniego Naruto, był już dojrzałym mężczyzną. Spędzą razem miesiąc, tutaj w tej głuszy. Pośród drzew i gór. Zimna i przeraźliwego wiatru. Poznają się, zakochają w sobie albo nie. Znienawidzą lub zaciekawią nawzajem. Później odbędzie się ślub, na zamku jego ojca, który postawił tylko ten jeden warunek. Bardzo cieszył się na prośbę, Króla Minato. Był nią, niesamowicie podniecony. Chciał się z nim spotkać, jednak matka zabroniła. Nigdy mu nie powiedzieli, dlaczego. Sasuke, jako drugi syn, nie ma prawa do tronu. Ponadto, jego brat już ma żonę, która niedługo urodzi mu pierwsze dziecko. Pomimo jego niezliczonych zdrad. Nikt nie może go za to zrugać. Nie chciał być jak brat. Nie chciał zdradzać, swojego męża. Chciał pokazać mu, jak wielką rozkosz potrafi sprawić, nawet mężczyźnie. Teraz cieszył się, z tych kilku przypadkowych razów z mężczyznami na zamku ojca. Miał przynajmniej pewność, że nie zrobi mu krzywdy podczas nocy poślubnej, wiedział już, jak się za to zabrać. Śniadanie przyniesiono mu do komnaty, by czasem nie udało mu się zobaczyć przyszłego partnera. Godzinę po nim, został zaprowadzony do niewielkiej komnaty, dość ciemnej i klimatycznej. Ustawili go naprzeciw księdza i kazali czekać. Kilka minut później usłyszał muzykę. Odwrócił się i zaniemówił. Ujrzał przed sobą, kroczącego pod ramię z Ojcem Chrzestnym, swojego przyszłego męża. Odzianego we wszystkie możliwe odcienie czerwieni i pomarańczy. Jego włosy, opadały mu na czoło i oczy, przydługą grzywką. Oczy, w kolorze letniego, bez chmurnego nieba, wydawały się jeszcze większe niż wczoraj. Zaróżowione policzki, dodawały mu jeszcze więcej uroku. Był filigranowych rozmiarów i nadzwyczaj uroczy. Gdy zbliżyli się odpowiednio, przejął ramię męża i pokłonił mu się, skinieniem głowy. Razem, odwrócili się do duchownego i zaczęła się ceremonia.

Udało mu się tylko troszkę zjeść, zanim przyszedł Jiraya i powiedział, że narzeczony już czeka. Odziany w tradycyjny strój rodzinny, ruszył pod rękę z Chrzestnym. Weszli do komnaty zaręczyn i ruszyli po czerwonym dywanie. Muzyka zabrzmiała i zobaczył przyszłego męża. Był pewien, że jego oczy są jeszcze większe, od wgapiania się w niego. Dziękował teraz za grzywkę, która lekko to zasłaniała. Piekły go policzki, co znaczyło, że się zaczerwienił. Sasuke, ubrany w granatowo-biało-czarne szaty, robił piorunujące wrażenie. Był wysoki, barczysty i niesamowicie przystojny. Czarne, dłuższe włosy, czarne oczy, blada skóra. Widać było, pomimo grubszych szat, że jest umięśniony. Dokładnie w typie Naruto. Mimo to, zawahał się, przy podaniu ramienia Sasuke. On jednak ukłonił mu się lekko, co spowodowało jeszcze większe rumieńce. Był przerażony tym, jak bardzo wydawał się niegodny tego mężczyzny. Widział, że musi być on sporo starszy od niego. Odwrócili się razem w stronę duchownego, na którego dopiero teraz zwrócił uwagę. Ceremonia się zaczęła.

- ... Książę Sasuke, złóż przysięgę, którą składa twój ród. - Powiedział spokojnie ksiądz.

- Ja, Drugi Książę Uchiha Sasuke, poprzysięgam, otoczyć Cię moją opieką, być Ci Wiernym, aż po kres moich dni, Kochać i Szanować, Pielęgnować zarówno Ciebie, jak i moje uczucia do Ciebie, Dbać o Ciebie, w każdy możliwy sposób i nigdy nie sprawić Ci żadnej, Krzywdy czy Przykrości. - Wypowiedział, dumnie i spokojnie. Po czym na sam koniec, przypieczętował ją, pocałunkiem w czoło, swojego ukochanego, jak było w tradycji jego rodziny.

-Książę Naruto, złóż przysięgę, którą składa twój ród. - Powtórzył duchowny.

- Ja, Książę Naruto Uzumaki-Namikaze, przysięgam Moją miłość, wierność i oddanie, do Ciebie, wobec wszystkich zgromadzonych tu Ludzi i Boga. - Wyjąkał cicho i nie zgrabnie Naruto, jąkając się cały czas i w ogóle nie patrząc w oczy przyszłego partnera. Skłonił się na sam koniec, w jego stronę, na znak szacunku.

Po kolejnej godzinie modlitw, w końcu ta nieszczęsna uroczystość się skończyła. Wszyscy udali się do sali jadalnej na ucztę. Zaręczeni natomiast, musieli udać się jeszcze z duchownym do byłego gabinetu Króla Minato, by podpisać odpowiednie dokumenty.

Szli spokojnie za staruszkiem, wciąż pod ramię z narzeczonym. Ciągle patrzył po ścianach i na swoje stopy, by tylko się nie potknąć, lub nie zrobić jakiejś gafy. Mimo tego, jak odważny był wcześniej, teraz był sobą, wrażliwy, delikatny, nieśmiały i wycofany w sobie. Uniósł lekko głowę, patrząc na plecy siwowłosego.

- Czy nie podobam Ci się? - Usłyszał cichy szept, tuż przy swoim uchu. Gardłowy, mrukliwy ton, jaki przeszył jego ciało, drżeniem i impulsem ciepła, wydobywał się z gardła Sasuke. Od razu spojrzał na mężczyznę i prawie go pocałował. Na szczęście, Sasuke w czas zdążył się odsunąć. Znowu pochyliwszy się do ucha blondyna, wyszeptał.

- Bardzo bym tego chciał, Miły. Jednak wciąż nie przystoi nam, takie zachowanie. Gdy zostaniemy sami, z przyjemnością skradnę ci całusa, czy dwa. O ile, oczywiście, mi na to pozwolisz. Miesiąc, tyle muszę czekać by mieć całego Ciebie.

Wpatrywał się w niego, oszołomiony zarówno jego głosem, tonem, nim jak i jego słowami. Był mu wdzięczny, za to, że się odsunął. Dziękował mu w duchu, za te słowa, które do niego wypowiedział.

- Przepraszam... Książę Sasuke... Ja... Ja boję się, potknąć... Dlatego nie patrzę na Ciebie... Przepraszam... Jeżeli Cię obraziłem lub uraziłem... - Wydukał, wciąż oszołomiony nim.

Słuchał uważnie słów Naruto, wciąż idąc na przód. Dokładnie, za starym księdzem. Zaśmiał się i przytrzymał mocniej jego ramię, jednak nie na tyle, by go zabolało, czy zostawiło jakikolwiek ślad, na jego najwyraźniej delikatnej skórze.

- Nie bój się, trzymam Cię. Odtąd, aż po kres naszych dni, wspieraj się na mnie. Pragnę być twoim oparciem. Jesteśmy teraz narzeczonymi, za miesiąc będziemy małżeństwem. - Wypowiedział, skręcając do gabinetu.

Ucieszony wsparciem w ramieniu czarnowłosego, szedł wpatrzony raz w niego, raz w korytarz. Co jakiś czas, lekko potykając się o przydługą szatę. Nie wywalił się za to, ani razu. Mając słuszne w nim, oparcie.

- Zbliżcie się do mnie, Młodzi. Jako wierny sługa mego jedynego pana Boga, proszę was, o podpisanie aktów narzeczeńskich, które wyślę waszym rodzicom, oraz zachowam w naszym spisie, na pamiątkę, tej uroczystości. - Zabrzmiał sługa Boży.

Podeszli do biurka, złożyli podpisy i wciąż pod ramię, przyszli na ucztę. Zasiedli na swoich miejscach i zaczęli się bawić. Jedli, rozmawiali, Sasuke wypił kufel piwa, Naruto lampkę wina. Nie długo przed północą, wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Naru, z przyjemnością, poszedł do łazienki się umyć, gdy wrócił spotkał się z niespodzianką.

Sasuke

Gdy wyszedł z swojej łazienki, zobaczył Itachi'ego i Kakashi'ego siedzącego w fotelach, oczekując go.

- Czym chcecie mnie przed snem, zmartwić lub zdenerwować?

- Któraś ze służek doniosła, że do komnaty Księcia Naruto, wszedł mężczyzna o czerwonych włosach. - Odezwał się Hatake.

- No Sabaku Gaara?

- Prawdopodobnie. - Odpowiedział mu brat.

Podszedł do szafy i niewiarygodnie szybko się ubrał. Poszedł do pokoju Jirayi. Zapukał i gdy dostał odpowiedź, wszedł do środka.

- Jirayo, czy no Sabaku Gaara, ma prawo przebywać pod tym dachem?

- Nie, ten ród ma zakaz zbliżania się do tych ziem. Nadany przez Króla Minato.

- Dziękuję, a teraz życzę dobrej nocy.

Powiedział i ruszył do sypialni narzeczonego. Gdy w końcu dotarł do drzwi, zobaczył leżących na podłodze, zabitych strażników. Uderzył pięścią w drzwi i szarpnął za nie. Ku jego zdziwieniu, otworzyły się i ukazało mu się wnętrze komnaty. Jego narzeczony, najwyraźniej zdążył zamknąć się w łazience, a czerwonowłosy, dobierał się do nich, kopiąc je i chcąc je wyważyć. Podszedł do niego cicho i szarpnął do tyłu. Oszołomiony Gaara, zachwiał się i wylądował na ziemi, z okrzykiem zaskoczenia na ustach. W tym czasie, przybył już Pain, Itachi, Kakashi i Jiraya, którzy go złapali. Zapukał w drzwi i powiedział, że to on. Usłyszał tylko ciche chlipanie, po drugiej stronie.

- Zabierzcie go stąd! Nie chcę go widzieć, zanim się nie uspokoję! Zamknijcie za sobą drzwi. - Krzyknął na resztę. Gdy zniknęli, wyrwał drzwi z zamka i wszedł do łazienki.

- Naruto? Nie bój się mnie, to ja. Nie zrobię Ci krzywdy.

Zapewniał spokojnym głosem narzeczonego. Widział jego prawie nagie ciało, zadrapane i posiniaczone, najwyraźniej po szarpaninie, z no Sabaku. Podszedł do niego i zdjął z siebie tunikę. Założył ją na ciało blondyna i podniósł go na ręce.

Naruto

Gdy zobaczył Gaarę, aż zachłysnął się powietrzem. Jego widok zniszczył, cały jego dobry humor.

-Czego chcesz?

- Moją własność! Należysz do MNIE! - Powiedział pewien siebie.

- Chyba coś Ci się pomyliło. Nie należę do NIKOGO! A własnością to jestem Sasuke! To mój narzeczony!

- Narzeczony, ale jeszcze nie było uroczystości!

- Była, dzisiaj! Już jestem jego, a on jest mój!

- A mówił Ci ilu już było jego przed tobą, albo ilu już był on?! Zastanawiam się, jak możesz być tak tępy! On Cię nie kocha, on został do tego zmuszony tak jak ty! Ja Cię kocham! Bądź mój!

- Gaara, wyjdź z mojej komnaty.

Powiedziałem spokojnie, a później wszystko potoczyło się szybko. Szarpanina, ucieczka, wrzaski i wyzwiska. Udało mu się zamknąć w łazience, poszarpany i obolały. Później usłyszał głos Sasuke i całkowicie się rozkleił. Płakał i nie odpowiadał na jego słowa. Skulił się w koncie pomieszczenia i plótł rękami nogi, przyciśnięte do piersi. Gdy narzeczony, jednak dostał się do środka, ukrył twarz we włosach. Włożył podaną mu, zdecydowanie za dużą tunikę i wtulił się w jego szyję, gdy tylko został podniesiony do góry.

Sasuke

Wyniósł go z tej komnaty i zaniósł do swojej. Położył w swoim dużym łóżku i zgasił świecę. Wrócił do łóżka, przyciągnął go do siebie i okrył kołdrą. Tej nocy, nie zasnął. Pilnował, by Naruto nie miał koszmarów. Przytulał go i całował w czoło, gdy zaczynał się trząść czy szarpać przez sen.

Rano, śniadanie dostali do łóżka. Oczywiście, po zamku już chodziły plotki, że Książę poszedł do łóżka przed ślubem. Pain i Itachi, na szczęście szybko się nimi zajęli. Młodszy Uchiha, zastanawiał się, czy jego brat nie znalazł sobie kolejnego kochanka, w postaci kuzyna, jego narzeczonego.

Naruto

Obudził się, nęcony zapachem jedzenia i ciepłego mleka. Gdy rozbudził się bardziej, poczuł oplatające go ramiona, oraz to, że leży na kimś, a nie czymś. Otworzył oczy szeroko i zobaczył tuż przed sobą, twarz Sasuke. Chciał się podnieść, jednak przystopowały go ramiona większego mężczyzny.

- Uspokój się, spokojnie Naruto. Nic się w nocy nie stało! - Usłyszał słowa przyszłego męża i od razu przestał się wyrywać.

- Był tu Gaara, skrzywdził Cię. Byłeś roztrzęsiony, wystraszony i w strasznym stanie. Nie byłbym mężczyzną honoru, gdybym zostawił swojego narzeczonego, w takim stanie samego, w komnacie, w której na niego napadnięto. Dlatego przyniosłem Cię tutaj, do mojej komnaty i położyłem spać. Odpocząłeś, wyspałeś się, teraz czas na śniadanie, które przed chwilą nam przyniesiono.

Podniósł się, oparł na poduszkach i odwrócił mnie tak, bym oparł się plecami o jego pierś. Gdy już ulokowałem się wygodnie, po między jego nogami, położył na nich tacę z jedzeniem.

- Jedz. Mleko z miodem, ukoi zmęczone nerwy i ciało. Ciastka, są deserem, nie zaczynaj od nich.

Powiedział i zabrał mu ciastko z ręki, odkładając na talerzyk do innych. Wziął ciepłą bułeczkę do ręki i rozkroił ją dokładnie, położył na niej kawałek mięsa, sera, sałaty i nałożył nieznanego mi do tej pory sosu.

- Proszę, zjedz kanapkę, później zgodzę się na ciastka, Miły. - Wtuliłem się w jego pierś, policzkiem i musnąłem w podzięce, jego brodę.

-Dziękuję Ci. - Odebrałem od niego kanapkę i wlałem sobie w kufelek mleka. Zjadłem ją ze smakiem, co najwyraźniej zauważył młodszy Uchiha, podając mi zaraz drugą.

Sasuke

Gdy poczuł muśnięcie na brodzie, zrobiło mu się miło. Tak właśnie będzie co ranek. Obiecał sobie. Będzie go rozpieszczał i jeszcze raz rozpieszczał.

 - Ile masz lat, mój narzeczony? - Zapytał nagle, zauważając jak mały jest jego przyszły mąż. Obawiał się, że może być jeszcze chłopcem, i będzie musiał czekać, aż osiągnie pewien odpowiedni wiek.

- Siedemnaście, Książę Sasuke. Wiem, że nie wyglądam, ale skończyłem je miesiąc temu. - Usłyszał odpowiedź.

- Nie mów do mnie tytułami. Możesz mówić mi po imieniu. Jesteśmy narzeczonymi. Nam już nie wypada, mówić do siebie tak oficjalnie. Chyba, że w obecności Króla. Na oficjalnych uroczystościach. A na takich, będziemy nad wyraz rzadko.

Po śniadaniu, jako iż było jeszcze wcześnie, Naruto zdrzemną się, a Sasuke rozmyślał nad sposobem ukarania no Sabaku, przytulając do swojej piersi drobnego chłopca.

niedziela, 5 stycznia 2014

VII


- Dobrze. - Odczekałem jeszcze chwilę i kiwnąłem głową, że może zaczynać. Przyznam, bolało, nawet bardzo. Jednak mimo to, było cholernie dobrze. Mimo złości i furii, którą w nim czułem, poruszał się wolno. Był porywczy, a mimo to delikatny. Wiedziałem, że nie zrobi mi krzywdy.

Ten pierwszy raz, będę wspominał jeszcze długo. To było naprawdę upajające. Pełne pasji i dzikości, wręcz agresji. Po wszystkim, Sasuke leżał koło mnie w mojej sypialni, przytulając mnie do swojego boku. Był jeszcze większy, niż w liceum. Opierając głowę o jego pierś, paliłem papierosa. Nikotyna, smakowała najlepiej, właśnie po dobrym seksie.

Sasuke

Byłem wypompowany. Dosłownie. Po tym, jak udało mi się opanować furię, Naruto pokazał pazurki. Przekręcił ich tak, by to on był na górze, i ujeżdżał mnie, jak zawodowa dziwka. To była, jego najlepsza noc, od kiedy pamiętał. Był padnięty, a mimo to, wciąż miał ochotę na Liska.
- Przepraszam, za to jak zachowałem się na początku. - Powiedziałem. Głaskałem go po plecach, splotłem nasze palce razem.
- Nie masz za co, potrzebowałem takiego szoku. Pokazałeś mi, jak bardzo mnie pragniesz. Strasznie martwiłem się, czy wciąż będziesz mnie chciał. Tak bardzo tęskniłem. - Wyjaśnił i przytulił się do mnie.
- Ciebie nie da się nie pragnąć! Lisku, nie byłem w stanie zapomnieć o tobie przez dziesięć lat, teraz nie będę w stanie, Cię już nikomu oddać. - Widziałem, jak wyplątuje się z moich objęć. Jak podchodzi do ogromnych szklanych drzwi na balkon. Jak odwraca się do mnie i posyła najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałem. Instynktownie wstałem, poszedłem za nim. Przyciągnąłem do siebie, pocałowałem. Kochałem go, wciąż kocham. To było dla nas takie proste. A później poczułem ból. Moje serce przeszył przenikliwy ból. Tulący się do mnie Naruto, zaczął opadać w moich ramionach. Widziałem jak jego oczy gasną, a z dziury na piersi wycieka krew. To był nasz koniec. Byłem tego pewny. Ten ostatni raz, złączyłem nasze wargi, przed ukojeniem.

Matatabi

Jęki i krzyki jakie dobiegały z pokoju Naru, ucichły dopiero ledwo przed świtem. Wszyscy doszli do wniosku, że kochankowie, położyli się spać. Było inaczej. Gaara, od rana chodził cały w skowronkach, mamrocząc pod nosem, jakim to on jest geniuszem... Gówno mnie obchodził, bądźmy szczerzy, mało kto go w naszych szeregach lubił. Jakoś przed południem, pomyślałam, że czas ich obudzić. Zapukałam, odpowiedziała mi cisza. Roześmiałam się i weszłam spokojnie do pokoju. Nikogo w nim nie było, jednak nie to zauważyłam na samym początku. W pomieszczeniu było cholernie zimno, jakby ktoś zostawił otwarte drzwi na balkon, na całą noc. Wtedy dopiero odwróciłam się w ich kierunku. To był najsmutniejszy moment w moim życiu. Widziałam ich. W objęciach, uśmiechniętych, martwych. Wszystko miało być idealnie, a będzie podwójny pogrzeb. Wciąż pod ogromnym szokiem, wyszłam z pokoju, ze łzami na policzkach. Lały się po nich, a mimo to nie zwracałam na nie uwagi. Zostawiając za sobą, martwych kochanków, otwarte drzwi, uciekłam do Hana. Gdy tylko zobaczyłam go z innymi, podbiegłam do niego i przytuliłam. Był, po pierwsze zszokowany moim zachowaniem, po drugie wystraszony, po trzecie zdezorientowany, jak cała reszta gości.
- Pobierzmy się! Miejmy dzieci! Jak najszybciej! - Krzyczę do niego. Wciąż szlochając, wciąż mając przed oczami scenę z balkonu.
- Spokojnie Matatabi! No już kochanie, uspokój się. Jestem przy tobie. Nic ci nie grozi. Jeżeli tylko tego chcesz będę najszczęśliwszym facetem na ziemi, kiedy już za mnie wyjdziesz! - Mówi do mnie, śmieje się i raduje z mojej decyzji. Słyszę jak reszta mu gratuluję, jak wiwatują. A później ich radość, ucisza przeraźliwy krzyk służącej z góry. Wiedziałam dlaczego krzyczy. Sama też bym krzyczała, gdyby nie szok, który wciąż mnie trzymał.
- Nie idź, nie możesz. To Oni! Oni nie żyją! Naruto i Sasuke! Ktoś ich zabił. Widziałam ich przed chwilą! Koniec z tym, koniec z mafią! Musimy zacząć normalnie żyć! Nie mogę pozwolić by coś takiego stało się i tobie! - Krzyczę, a później jest już tylko czerń...

Pogrzeb

Składaliśmy ich, we wspólnej trumnie, specjalnie wykonanej. Ich dłonie, splecione ze sobą, symbolizują więź, która łączyła ich za życia i łączyć będzie po śmierci. Obie twarze były uśmiechnięte i pełne czułości. Wyglądali jakby spali. Sasuke, był tylko lekko bledszy niż zazwyczaj. Naruto, za to, nawet troszkę nie zbladł. Jego karnacja, wciąż była jasna, ciepła, pełna resztek słońca. Na szyjach, mieli swoje naszyjniki, które kazała na nich założyć Sakura. Na nich były zawieszki. Kyuu, miał liska z grawerem "Twój na zawsze". Sasu, za to miał znak jego klany, na tle piłki do kosza, z grawerem "Oddany tylko tobie". To było mega słodkie. Miał to być ich prezent na powrót do siebie po dziesięciu latach. Od Matatabi i Hana, dostali najlepszy prezent. Mabi, była w ciąży z bliźniakami. Naruto i Sasuke, przetrwają. <Pomysł Hana> Każdy z Bijuu dał im coś od siebie, cała paczka Uchihy zebrała się po tylu latach i też dali im kilka starych rzeczy, które przypominały im właśnie tą parę. Minato i Fugaku, też byli. Dzięki swoim dojściom, załatwili, że młodzi byli chowani, już jako małżonkowie. Najbardziej ich śmierć odczuł jednak Gaara. Był szczęśliwy jak nigdy. Cały czas się szczerzył. Jakoś miesiąc po uroczystości na prawie 200 osób! został zabity przez Yakuzę. Żaden z nas, nie miał ani ochoty, ani obowiązku mścić się, za zdrajcę. Słyszałam, że Bi, wysłał im nawet pisemne podziękowanie. Mieliśmy przez to małe problemy z nimi, bo się ze złościli. Jednak Minato szybko opanował sytuację, jako nowa głowa Bijuu. 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

Moi kochani czytelnicy...
Tak! Jestem i pamiętam o was! Postaram się jak najszybciej coś dla was wystukać na mojej klawiaturze, jednak nic nie obiecuję. Przykro mi bardzo, że nie mam czasu na pisanie, jednak szkoła i tak zajmuje mi strasznie dużo czasu... Dobra, koniec narzekania.

Życzenia!
Życzę wam Wesołych, miłych, przyjaznych i szczęśliwych świąt. Zdrowia, pomyślności, bogatego Mikołaja, mnóstwa mang i nowych Anime! Pieniędzy, żebyście mieli za co mangi kupować. Oby blogerzy dodawali więcej nowych rozdziałów i żeby wam sie dobrze wiodło w następnym roku! <3

czwartek, 31 października 2013

VI

Widziałem, jak mój ukochany znika mi z oczu, za przejeżdżającą ciężarówką...

Później, tylko urywki: przesłuchania, policja i rozmowy z psychologiem.
 Podejrzaną panią psycholog, którą polecił mi i Tamirze, Gaara. Mówił, że kiedyś pomogła mu, w tajemnicy przed rodzeństwem, po śmierci ich rodziców. Nie uwierzyłam w to, jednak zgodziłem się na uczęszczanie, do niej na zajęcia. Pani Matatabi, była policyjnym psychologiem, od ponad roku. Wydawała mi się, dziwna... Zbyt pewna siebie, zbyt szczęśliwa i pełna energii... Przypominała mi Naruto, a to nie działało na mnie pozytywnie. Mimo starań policji, ojca Naruto, mojego ojca i mnie, nie udało się nam go odnaleźć.

Mijały tygodnie, miesiące, później była pierwsza rocznica "tragedii na basenie", jak okrzyknięto, to zdarzenie w szkole. Tamten rok szkolny, był rokiem zadumy, przemyśleń i żałoby. Kilka osób ze szkoły, wtedy odeszło lub przeniosło się do innej. Wszystko przemijało, a ja wciąż nie mogłem zapomnieć o moim Lisku. Zacząłem znowu stawać sie odludkiem, jak kiedyś, przed rozmową z Itachim. Mój brat, słysząc wieści o nas za oceanem, wrócił do Japonii. Bardzo mnie wspierał i pomagał mi, do czasu, gdy on sam musiał już wracać.

W tamtym czasie, czułem się wyjątkowo samotny. Przestałem zadawać się z moimi dotychczasowymi przyjaciółmi. Ino, Neji, nawet Shika, zostawili mnie z moimi problemami samego. Hinata, od razu po całym incydencie, przestała ze mną rozmawiać. Pozostała jedynie Sakura. No i paczka Naruto. Oni stali się moją nową rodzina. Kiba, nie zerwał z Shiką. Wydawało nam się to troszkę dziwne, jednak wspieraliśmy ich związek. Oczywiście, ja wspierałem Inuzukę, bo były przyjaciel jednoznacznie dał mi do zrozumienia, że nie chce mnie znać. Gaara, w sumie to nawet nie był z Nejim, jak nam się na początku wydawało. Hyuuga, przeleciał go kiedyś na jakiejś imprezce, po czym no Sabaku, spieprzył gdzie pieprz rośnie, gdy ten spał. Naprawdę się z tego śmiałem... Tego dnia w akademiku, myślał, że uda mu się namówić czerwonowłosego na powtórkę. Jednak, widocznie się przeliczył. Temari i Tenten, przyznały się nam, że są razem od roku i są lesbijkami. Ucieszył nas ten fakt i bardzo je wspieraliśmy.
 Jedyne co nas niepokoiło coraz bardziej, to Gaara. Zbyt często zrywał się ze szkoły, z pojedynczych lekcji. Kilka razy, zniknął na kilka dni. Raz na kilka tygodni, podczas wakacji. Zgłosiliśmy jego zaginięcie, jednak sam wrócił do domu i odmówił wyjaśnień. Nikomu nie wyjawił prawdy. Z kim był? Gdzie był? Dlaczego teraz i na tak długa lub krótko? Czy Naruto i jego zniknięcie, ma z tym coś wspólnego?
Nie powiedział nam nic.

Wybudziłem się z tego koszmaru, który śni mi się co noc, od dziesięciu lat... Sprawa zniknięcia Naruto... Spojrzałem w lewo i zdziwiłem się. Nie było tam Sakury. Moja żona, nigdy nie odpuszczała nocy, kiedy spałem w domu. Zawsze wtedy wracała i długo ze mną rozmawiała. Była moim psychologiem, od kiedy zaprzestałam chodzić na terapię u Matatabi. Dziesięć lat, to i tak już za dużo... Powinienem był się już przyzwyczaić, że go nie ma... Jednak nie mogłem.
Zaraz po zakończeniu studiów i zaczęciu zawodowej kariery koszykarza, ożeniłem się z Sakurą. Kochałem ją, jak siostrę i najukochańszą przyjaciółkę. Ona mnie, tak samo. Traktowaliśmy się jak dobre rodzeństwo. Ona, nigdy nie chciała mieć męża, ja nie chciałem wychodzić za kogoś, kogo chociaż odrobinę nie kocham. Więc wymyśliliśmy ten plan. Ja ożenię się z nią i będę miał z głowy problemy z żoną. Ona wyjdzie za mąż, za mnie i rodzina nie będzie sie do niej czepiać. Wiedziała, że w moim sercu, dalej jest tylko Lisek... Mimo, że jego może już dawno nie być...

Wstałem i przeszedłem się, po całym naszym apartamencie. Nie było jej. Spojrzałem na zegarek i zobaczyłem jak późno już jest. Zadzwoniłem do jej szefa. Hinaty Hyuugi.

- Hinata? - Odezwałem się, gdy odebrała.
- Tak? Czego ode mnie chcesz, o piątej rano?! - Była zła.
- Moja żona nie wróciła do domu. Martwię się. Powiesz mi, o której skończyła wczorajszą zmianę?
- Odesłałam ją do domu, jakoś po szesnastej... - Odpowiedział mi zaspany głos, pani prezydent Japonii. - Jak to, jeszcze nie wróciła?! - Wydarła mi się po chwili w słuchawkę. Niszcząc moje bębenki słuchowe.
- A skąd ja, mam to wiedzieć?! Nie wróciła jeszcze do domu. To martwi mnie najbardziej. Dzwonię na policję. - Rozłączyłem się i wykręciłem numer Matatabi. Ona na pewno mi pomoże.

- Halo? - Usłyszałem zaspany głos.
- Pani doktor, tu Sasuke Uchiha, dzwonię w... - Zanim skończyłem, usłyszałem jak ktoś zrywa się z łóżka, a raczej z niego spada i cichy krzyk. - Matatabi?!
- Uchiha!!! Ty cholerny gnojku, wiesz jak ja się martwiłam, gdy tak nagle zadzwoniłeś, że rezygnujesz z naszych spotkań?! - Krzyknęła kobieta, widocznie bardzo na mnie zła. Kolejna dzisiaj. - Jesteś w domu?
- Tak.
- To czekaj tam na mnie. Przyjadę za kilka minut, wyjaśnię Ci całą sytuację. - Odpowiedziała mi po chwili.
- Jaką sytuację?! - Zapytałem zaskoczony jej tonem i reakcjami.
- Twoją żonę porwano i nagrano z nią filmik porno. Jest teraz zablokowany już przez policję, ale nie wiem ile osób zdążyło już go pobrać... Podejrzewamy, że to robota Bijuu.
- Naruto?! Przecież on znał Sakurę! On jest przywódcą, a przynajmniej był przywódcą Bijuu! Nie zrobiłby jej krzywdy...
- Zdziwiłbyś się, do czego on może być teraz zdolny. Potwierdziliśmy już, że to jego sprawka. Porwał ją Gaara. Naruto pokazał swoją twarz w nagraniu i Cię pozdrowił. Przyjadę po ciebie i zawiozę na komendę. Tam, pokarzemy Ci wszystko i wytłumaczymy. Dobrze?!
- Hai... - Chwilę później zemdlałem...

Matatabi

Usłyszałam jak coś upada i telefon odbija się od podłogi. Uchiha zemdlał. To dobrze. Łatwiej będzie go porwać. Rozłączyłam się i zadzwoniłam do szefa.
- Naruto? - Zapytałam, gdy usłyszałam że ktoś odebrał.
- Nie. Tu Sakura.
- A, cześć. Daj mi Kuramę do telefon, jak możesz.
- Ta... Już podaję. - Usłyszałam, że gdzieś idzie i podaje komuś telefon.
- Tu Naruto. Co jest Matatabi?
- Sasuke już wie. Jadę zabrać go z mieszkania. Gdzie go przywieść? - Kolejne pytanie.
- Tutaj, do nas. Trzeba mu w końcu powiedzieć prawdę, czyż nie?! - Zaśmiał się złowieszczo Blondyn do mojej słuchawki, a po moich plecach przeszły ciarki.
- Hai, już po niego jadę.
Rozłączyłam się i ubrałam. Zeszłam do garażu i wyjechałam. W środku nocy, poruszanie się samochodem po Tokio, było o wiele łatwiejsze. Zwłaszcza nocą. Już po kilku minutach, byłam pod wielkim apartamentowcem i parkowałam na jego podziemnym parkingu. Wysiadłam i skierowałam się do windy. Wjechałam na samą górę i od razu poszła do ostatnich drzwi. Wyjęłam klucze, które dała mi Sakura i otworzyłam sobie drzwi. Zapaliłam światło i przeszłam się po apartamencie, szukając Sasuke. Znalazłam go leżącego w kuchni. Nadal był nieprzytomny. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do jedynego pasującego do tej roboty faceta.
- Han? Słyszysz mnie?
- Ta... Jakie zdanie masz dla mnie przed szóstą rano?
- Przyjedź do domu Uchihy. Zabieramy go do Kuramy, a sama to go ja nie podniosę. To w końcu zawodowy koszykarz, cielsko ma olbrzymie wręcz. - Wyjaśniłam mu.
- Dobra, dobra. Powiedz po prostu, że chcesz mnie zaciągnąć do roboty, tak wcześnie jak to tylko możliwe. - Zaśmiał się przyjaźnie. - Zaraz tam będę. Poczekaj na mnie. A! I lepiej upewnij się, żeby się czasem nam w samochodzie nie obudził. Bo może być nam ciężko. - Ostrzegł mnie i się rozłączył. Nie czekałam na niego wiele, bo jakoś po dwudziestu minutach, był już razem ze mną w mieszkaniu. Wyniesienie tego jakże seksownego tyłka z jego mieszkania, zajęło nam około półgodziny. Oczywiście, całą akcja porwania go, trwała prawie półtorej. Gdy już poradziliśmy sobie z umieszczeniem go na tylnym siedzeniu, odjechaliśmy.

Sasuke

Bolała mnie głowa... Musiałem mocno uderzyć w podłogę, gdy upadałem. Jednak słyszałem, niewyraźne dźwięki, czyjejś rozmowy. Słyszę silnik i słowa, które przykuwają moją uwagę.
- ... Pytam tylko! Po co nam w organizacji Ona?! Przecież ona nawet zabijać nie potrafi! Nie potrzebujemy w Bijuu, takiego beztalencia! - Mówił męski, gruby głos.
- Jest nam potrzebna! Choćby po to, żeby szpiegować panią premier dla nas! O pilnowaniu pana Uchihy, nie wspomnę. - Powiedziała kobieta. Ten głos, miałem wrażenie, że go znam.
- Przecież ona tylko robi za asystentkę Hyuugi. A Sasuke to pilnować raczej nie ma po co. Wszyscy doskonale wiedzą, że dalej jest wierny naszemu panu. Tak, jak Kurama-sama jemu. Nie rozumiem ich... - Westchnął mężczyzna.
- A ja bardzo. Rozumiem ich bez opisów i szczegółów. Oni są tacy sami jak my, Han. Ja kocham Ciebie, ty, mam nadzieję, kochasz mnie. A mimo wszystko, czekamy na spokojne czasy, kiedy nikt i nic nie będzie nam grozić. Dopiero wtedy, tak naprawdę zaczniemy być ze sobą. Kurama-sama, kocha Sasuke, od kiedy ten nauczył go polegania też na innych, a nie tylko na własnej sile. Gdyby nie on, Naruto-sama już dawno by, większość naszych wrogów brutalnie zabił. A tak, to wolno i po woli wsadza ich do więzienia. Szuka na nich haków i dowodów. Później "informuje mnie" i wsadzamy ich do kicia. Wszystkich. Tak właśnie działają Bijuu, dlatego inne mafie, boją się nas tak bardzo. Dlatego, tak bardzo pilnują się, żeby z nami nie zadrzeć. - Teraz kojarzył ten głos! To była Matatabi! A kobieta, o której mówili, była Sakurą! Ona mnie szpiegowała? Hinatę też? Boże...
- Tak, tak... - Odparł mężczyzna o imieniu Han. - I nadziei mieć nie musisz mieć. Kocham Cię. Najbardziej na świecie. - Widziałem, jak pochyla się do niej i całuje w policzek, by zaraz zjechać pocałunkami na jej szyję. Nie mogąc na to patrzeć, odchrząknąłem dając znak, że już jestem przytomny. - O! Nasz śpioszek się obudził! Matatabi, miałaś się upewnić, żeby nie obudził się podczas jazdy... - Westchnął Han. - Zadzwonię do Kuramy-sama, poinformuję go, że za jakiś dziesięć minut będziemy u niego i pan Uchiha, już nie może się doczekać spotkania z nim...
- Czy wieziecie mnie na spotkanie z Naruto? - Zapytał, lekko wystraszony.
- Tak. Spotkasz się z naszym szefem, o ile On będzie miał na to ochotę.

Naruto

Spokojnie, spokojnie... Tylko spokojnie. Nie możesz być zdenerwowany. To tylko Sasuke. To tylko Uchiha.. Tylko Uchiha... Boże! Kogo ja chcę oszukać?! Przecież to jest właśnie Sasuke Uchiha! Właśnie on! To na niego tak długo czekałem!
- Gaara! - Ryknąłem na całe gardło i czekałem, aż mój podwładny pojawi się w pomieszczeniu.
- Tak, Kurama-sama? - Zapytał lekko zdenerwowany.
- Przygotuj moją sypialnię. Kolacja ma być na dwudziestą. Dopóki nie wybije godzina kolacji, macie czas by przygotować Uchihę i wszystkich do uroczystości. Haruno też ma być. Do tej pory nikt, powtarzam NIKT ma mi nie przeszkadzać.

Sasuke

Zabrali mnie do jakiegoś pokoju i przygotowywali mnie AŻ DO WIECZORA. Byłem lekko poddenerwowany, bo wszyscy mnie znali i traktowali jak króla, pomimo tego, że zostałem porwany! Byłem wredny, agresywny i opryskliwy. Wkurwili mnie i nic tego nie zmieni.

- Uchiha-sama, kolacja. - Powiedział do mnie Gaara.
- Nie wygłupiaj się Gaara. Mów do mnie po imieniu. Znamy się nie od dziś. - Powiedziałem, mimo złości jaką do nich czułem.
- Tak, Sasuke. Przepraszam, ale Kurama-sama kazał traktować Cię z ogromnym szacunkiem.
- Ehh... Powinien ze mną porozmawiać. Chciałbym z nim pogadać. Szczerze.
- To chodźmy na kolację, wreszcie się zobaczycie... To było długie dziesięć lat... - Szepnął ledwo dosłyszalnie i ruszył labiryntem korytarzy.

Naruto

Wszedłem do jadalni i usiadłem na swoim miejscu. Po kilku minutach przyszedł Gaara i Sasuke. Jego zastępca, usiadł po jego lewej, a po prawej miejsce zajął milczący Sasuke. Chwilę później, przeszedł Han, po nim Matatabi. Ostatnia pojawiła się Sakura. Usiadła na ostatnim miejscu i  kolacja się zaczeła. Przebiegła ona, w całkowitym milczeniu i cieszy. Szczękanie sztućców doprowadzało mnie do szaleństwa.
- Czy nikt, nie ma zamiaru się dziś odezwać choćby słowem?! - Zapytałem jakby w przestrzeń. Mój głos był normalny, spokojny.
- A mamy o czym rozmawiać? O pracy? Przy obcych nie możemy. O rodzinie? Dla większości z nas, żadne z nich nią nie jest. - Odezwała się Matatabi. Po chwili wstała i spojrzała na mnie. - Wybacz Naruto, ale nie mam ochoty teraz na kolację. Uporządkuj swoje sprawy, nie mieszaj nas w to, dlatego że nie masz odwagi na to. Zrób w końcu to, co powinieneś! Wstajemy panowie i panie! Wynosimy się, dopóki nasz pan nie zrobi tego, co powinien już dawno temu. - Wiedziałem, że to zrobi. Tylko ona mogła zebrać się na taką odwagę i powiedzieć mi to przy ludziach. Wszyscy wstali i wychodzili. Jednak Sasuke dalej trwał przy stole. Gdy drzwi za nimi zamknęły się, Sasuke wstał. Zaskoczył mnie całkowicie swoim zachowaniem. Złapał mnie za ramię i podniósł do góry. Wziął na ręce i przyciągnął do namiętnego, pełnego tęsknoty i frustracji pocałunku. Czułem jego wściekłość, a on czuł moją tęsknotę.
- Chodź do sypialni! Tam... ach... Sasu! - Jęczałem na jego rękach, gdy całował moją szyję i spokojnie niósł mnie do pomieszczenia, dla nas przygotowanego. Minęliśmy zszokowaną grupkę moich podwładnych i ruszyliśmy dalej.
- Dziś, już mi nie umkniesz Lisku. Nie pozwolę Ci uciec. - Szeptał w moją szyję, chowając twarz w jej zagłębieniu. Jęczałem, jak jakaś dziewica, gdy masował mój tyłek. Było tak dobrze, tak wspaniale, wreszcie mogłem znowu go czuć. Gdy dotarliśmy do odpowiednich drzwi, otworzyłem je drżącą dłonią. Uchiha, nie cackał się ze mną, od razu podszedł do łóżka i rzucił mną na nie. Był wściekły. Widziałem jego rozszalałe oczy, pożerające moje ciało. Leżąc widziałem jak zdejmuje koszulę i rozpina pasek od spodni. Jak zdejmuje buty i skarpetki. Zostawił spodnie. Zmrużyłem oczy i podziwiałem jego wspaniale wyrzeźbioną klatkę. Mięśnie brzucha, które co chwila napinały się, pokazując jak bardzo pragnie właśnie mnie. Wszedł do mnie na łóżko i znowu się całowaliśmy. Już spokojniej, mniej chaotycznie, bardziej namiętnie. Jego dłonie, wędrowały po całym moim ciele, masowały i rozpieszczały, tak jak kiedyś. Kochałem go, tak bardzo. To wszystko było po to, by go tu sprowadzić. Jego usta, wędrowały właśnie po mojej szyi, którą tak bardzo wyginałem, żeby miał większy do niej dostęp. Moje ciało, już nie byłem w stanie go kontrolować. Wyginało się, ocierało i prosiło o więcej, a ja nie miąłem nic przeciwko. Zdjął ze mnie koszulę i obcałowywał moją klatkę. Mogłem jedynie jęczeć, wić się pod nim i prosić o więcej. Niczego nie pragnąłem tak bardzo, jak niego. A teraz, miałem to dostać. Wszystko czego pragnąłem przez ostatnie dziesięć lat.
- Sasuke... Proszę... Więcej... Pragnę więcej Ciebie... - Nie mówię, jęczę w jego ucho. Mając nadzieję, że zrozumie choć połowę.
- Wiem, Lisku. Widzę, to doskonale. - Mówi do mnie i ustami zjeżdża niżej. Całuje i podgryza mój brzuch, by po chwili pozbyć się moich spodni. Unoszę się na łokciach, by móc go widzieć, jednak zaraz znów opadam ciężko na materac, z głuchym jękiem przyjemności, gdy zaczyna mi obciągać. Wplątuje palce w jego włosy i jęczę, coraz głośniej, coraz bardziej podniecony. A on pozostawia mnie na granicy i przerywa tą wspaniałą przyjemność, znów całując moje usta. Czuję jak uśmiecha się z satysfakcją. Widzę, jak bardzo jest nam dobrze razem. Kolejny głośny jęk, lecz ten nie jest jękiem przyjemności. To jęk bólu, gdy Sasu bez ostrzeżenia wkłada we mnie, jeden ze swoich smukłych i cholernie zwinnych palców. Mimo to, pragnę więcej. Poruszam się, dostosowuje do jego tempa, by już po kilku minutach, czuć już dwa jego palce w sobie. Nie trzeba mi dużo, bym przyzwyczaił się i znowu zaczął nabijać na nie, jęcząc w ekstazie. Trzeci, jednak był już dla mnie czymś nie do pojęcia. Miałem wrażenie, że jestem w niebie, pomimo bólu, który wyraźnie czułem. Mimo to jęczałem i prosiłem o więcej. Właśnie wtedy, gdy po raz kolejny stałem na przepaści, gotowy by skoczyć i doznać tej wspaniałej przyjemności, on przestał ruszać dłonią i spojrzał na mnie wściekły. Wciąż pełen agresji i swojej ogromnej siły.
- Był ktoś jeszcze? Mów! - Mówił do mnie, wlepiając we mnie swoje oczy, czarne i wściekłe.
- Nikogo! Jesteś moim pierwszym i ostatnim! - Udaje mi się powiedzieć, mimo ogromnego strachu, który we mnie wzrasta coraz bardziej, gdy tonę w głębi jego czarnych, jak otchłań oczu. - Aaaa! - Krzyczę z bólu. Sasuke bez ostrzeżenia, wszedł we mnie, aż po samą nasadę.
- Jeżeli jeszcze kiedyś odważysz się ode mnie odejść, to będę cię rżnął, aż skonasz. - Mówi do mnie, nachylając się nad moim uchem. Nie rusza się, po prostu we mnie jest. Czuję go w sobie. Całego. Wielkiego. Pulsującego z podniecenia. - Spokojnie, poczekam aż się przyzwyczaisz. Teraz już nam się nigdzie nie śpieszy. - Mówi do mnie, przytrzymując moje biodra, gdy chcę zacząć się poruszać. Powoli się do niego przyzwyczajam. Wciąż boli, jednak ta zazdrość i ta miłość, którą w tak straszny sposób okazał mi Sasuke. Wiem, że jest cholernie szczera.
- Dobrze. - Odczekałem jeszcze chwilę i kiwnąłem głową, że może zaczynać. Przyznam, bolało, nawet bardzo. Jednak mimo to, było cholernie dobrze. 

niedziela, 22 września 2013

V

- Ustawić się! Gotowi? Ruszacie na trzy! Jeden! Dwa! I trzy! - Odbiłem się mocno, jak nigdy i wpadłem do wody... To będzie mój wyścig. Razem z Rinem i Haru, wysunęliśmy się na prowadzenie. Wiedziałem, że Haru-chan, zacznie przyśpieszać przed metą, a Rin właśnie wtedy zwolni. Płynąłem więc, na przodzie, nie zwalniając ani na moment. Dopłynęliśmy do ściany, odbiliśmy się i ruszyłem do przodu. Zdobywając większą przewagę, niż sam się spodziewałem, wygrałem. Jednak dla mnie, nie było to żadne zaskoczenie.

Wyszedłem z wody i zobaczyłem zaskoczonego trenera, Karin, Sasuke i Temari. Czekaj! Wróć! Karin?! Nosz, Kurwa mać! Czemu ona?! Zaskoczeni moim wyczynem Sasu i Tema, podbiegli do mnie od razu, nie zwracając uwagi na moją cholerną Kuzynkę... 

- Naru! Lisku, to było wspaniałe! - Powiedział do mnie, mój chłopak, gdy tylko podeszli bliżej. Przyciągnął do siebie i pocałował w policzek. Usłyszałem dźwięk aparatu i zobaczyłem błysk flesza. Odwróciłem się do członka mojej rodziny i posłałem jej spojrzenie, którym mógłbym zabijać. 

- Skasuj je, albo jutro obudzisz sie z głową Sui'a oberżniętą w swoim łóżku rano. - Mój lodowaty głos rozszedł się po sali. Słyszałem jak Suigetsu, wciąga powietrze w płuca ze świstem, jak Karin krztusi się własną śliną i chłopcy gwiżdżą obwieszczając wyrok śmierci, który zapadł na Karin. 

- Już usuwam! - Krzyknęła i pokazała mi, jak je usuwa. 

- Widzisz? Jak chcesz to potrafisz! - Zaśmiałem się do niej jak do małego pieska i spojrzałem na mojego Sasuke. 

- Naru... - Wymruczał w moją szyję. - Czemu nie zaczniesz polegać też na mnie? 

- Przepraszam, Kochanie... - Powiedziałem zawstydzony, spuszczając głowę w dół, by grzywką zakryć twarz. - Chyba jeszcze nie do końca się do tego przyzwyczaiłem... - Wyjąkałem kulawo, na co Uchiha zaśmiał się cicho i przytulił mnie mocniej. 

- Postaram się, żebyś pamiętał o tym. Dobrze? - Zapytał mnie z błyskiem w oku. A ja roześmiałem się na myśl, jak on może się o to postarać... 

- Mam nadzieję... 

- Naruto?! Dlaczego Uchiha cię obejmuje?! - Krzyknął Sai, który dopiero teraz przestał rozmawiać o wynikach z trenerem. 

- Bo jest moim chłopakiem? - Zapytałem go, jak skończonego debila. 

- Ale jak to?! - Zapytał jakby nie dowierzając.

- Tak normalnie. Zapytał się mnie czy chcę z nim być, a ja sie zgodziłem. Tak to się stało. - Moja cierpliwość do tego matoła, zaczynała się kończyć. 

- Sasuke, czy to prawda? - Zapytał wyraźnie zła czerwonowłosa. 

- Tak, a co? - Odpowiedział jej, jakby nic go ona nie obchodziła. 

- Kolejny delikatny pływaczek, którego chcesz wyruchać, tak? - Zapytała ze śmiechem. Czułem, że kłamie. 

- A co zazdrosna jesteś, że to mnie będzie ruchał, a nie Ciebie? - Zapytałem ją, tak zjadliwym tonem, że aż spojrzała na mnie po raz kolejny przestraszona. 

- Oczywiście, że nie! - Zawołała. Mruknęła coś jeszcze pod nosem. Usłyszałem, że mówi o mojej matce. 

- Powtórz to. Tylko głośniej. - To nie była prośba, ani nie był to rozkaz. Jednak ona wyczuła w moim głosie niemą groźbę, zwiastującą jej by miała się na baczności. 

- Powiedziałam, że nie. - Odpowiedziała.

- Chodziło mi o to, co powiedziałaś później. - Odpowiedziałem jej. 

- Później nic nie powiedziałam. - Broniła się, jak tylko umiała. 

- Karin, doskonale wiesz, że mój słuch nigdy mnie nie myli. Więc albo sama to powtórzysz, albo ja ci w tym pomogę. - Ostrzegłem ją, głosem oznaczającym koniec zabawy w kotka i myszkę. 

- Powiedziałam... Że nie dziwię się cioci... że się ciebie bała... gdy zaczynałeś się denerwować... - Powiedziała kulawo. 

- A przez kogo zazwyczaj się denerwowałem?! - Krzyknąłem do niej, już wściekły. 

- A skąd ja mam wiedzieć?! - Ona też zaczeła krzyczeć. 

- A powinnaś! Wiesz z kim ja się cały czas biłem?! - Zapytałem ją, podchodząc do niej bliżej. - Z twoimi klientami, Kurwo! Ty przeklęta dziwko! Moi rodzice Cię adoptowali! Pomogli, gdy wujek i ciocia umarli w wypadku! Dawali Ci na wszystko! Na ciuszki, kosmetyki, każdą zachciankę! A ty śmiałaś się jeszcze sprzedawać?! Ty chora zdziro!!! Oni Cię kochali jak swoją córkę, a ty im takie rzeczy za plecami wyprawiałaś?! Obciągałaś taty kolegom z pracy! Przez Ciebie, musieliśmy przenieść się do innego miasta! Przez Ciebie, mama się zabiła, po tym jak się o tobie dowiedziała!!! Nie mogła pojąć, jak jej chrześnica, mogła stać się prostytutką! A ty dalej udawałaś, mimo że wszyscy wiedzieliśmy! Ty dalej grałaś! Ty przeklęta KURWO!!! - Krzyczałem, podchodząc do niej jeszcze bliżej. Gdy podszedłem wystarczająco blisko szepnąłem tylko do niej, cichutkim szeptem. - Zniszczyłaś moją rodzinę. Zabiłaś moją matkę, mojego ojca zmieniłaś w zimnego dupka, a mnie w potwora, którego się teraz boisz. Obwiniaj się, do końca życia! Bo to ty, pogrążyłaś klan Uzumakich... - Powiedziawszy to, odszedłem od niej. Kierując się wprost w ramiona Sasuke. Jednak usłyszałem jej słodki głosik, tuż za moim plecami... 

- Myślisz, że kiedykolwiek tego żałowałam?! Nie rozśmieszaj mnie. Twoja matka, była taką samą kurwą jak ja. Twój ojciec, to zwykły pedał, który daje sie wyruchać każdemu chętnemu, a ty idziesz bardzo szybko w jego ślady. Widać to po twoim stosunku do Sasuke. Jak ktoś ma dużego chuja, to od razu pędzisz żeby Cię wyruchał. Jesteś większą kurwą ode mnie... Panie przywódco Bijuu. Najwyższy Kuramo! - Jej śmiech, przeszył moje ciało niczym piorun. Odwróciłem się i bez wyrazu na twarzy, złapałem ją za szyję. Zaczęła się dusić. Gdy podnosiłem ja do góry, aż do momentu, w którym skręciłem jej kark... Przyjemny dźwięk chrupnięcia, uspokajał moją udręczoną duszę... Słyszałem, jak przez mgłę. Jakbym był w wodzie...

Temari coś krzyczała... Sasuke chyba złapał mnie i odciągnął od ciała tej mendy... Ktoś sprawdzał, czy słuch ich nie mylił... Później, zobaczyłem tylko twarz Sasuke...

- Dlaczego? Dlaczego ją zabiłeś?! - Krzyczał do mnie wyraźnie przestraszony. Widziałem, jak trener dzwoni po pogotowie, a Suigetsu próbuje ratować to kurwisko... Nic z tego, ona już nie żyje. Nawet nie myślałem, że ta myśl, tak bardzo mnie ucieszy. A jednak. Cieszyła mnie niezmiernie. Przykro mi Kochany... Chyba zakochałem się w Tobie za późno... Pomyślałem, patrząc na Uchihę, w którego oczach pojawiły się łzy rozpaczy... On wiedział. Wiedział, że nie ma już czegoś takiego, jak nasza wspólna przyszłość... Mnie też to bolało. Bardziej, niż cieszyła mnie śmierć tej dziwki. 

- Przepraszam Sasuke... - Wyszeptałem, wtulając sie w jego pierś... - Tak bardzo Cię przepraszam... - Z mojego oka, spłynęła samotna łza. - Zniszczyłem naszą przyszłość... W szale bólu i żalu, zatraciłem się, na ten jeden zgubny moment... - Mój głos, drżał... Tak bardzo, bolała mnie świadomość, że nie będę mógł z nim być... - Proszę cię, jednak o jedno. - Szepnąłem mu do ucha. - Jeżeli, ktoś będzie Ci zagrażał, zgłoś się do Gaary. On mnie poinformuje, zorganizuje nasze spotkanie. On jest Shukaku. Pierwszym, z dziewięciu. Pamiętaj o tym. W razie niebezpieczeństwa, Bijuu, pomogą Ci... Bądź tego pewny, kochany... - Kończąc to zdanie, odsunąłem się od niego i skierowałem się do wyjścia. Puściłem tylko sygnał, do mojego szofera. Wyszedłem przed szkołę i przebiegłem przez drogę. Sekundę za mną przejechała ciężarówka, która uniemożliwiła mojemu ukochanemu, zobaczyć co się ze mną dzieje. Czekała tam na mnie czarna limuzyna. Wsiadłem do niej i zobaczyłem mojego zastępce. Hachibi. - Ruszamy do kryjówki. Później Ci wszystko wytłumaczę. Na razie, muszę jak najszybciej zniknąć. Skontaktuj się z Gaarą. Mam dla niego zadanie. Długo terminowe, tak jak lubi...

Zniknąłem w kilka minut. Moje rzeczy z akademika, zabrała Matatabi. te z domu, zabrał Isobu. Son Goku, zajął się moim dokumentami i wyjazdem z Tokio. Chomei, zmieniła mój wygląd tak, że sam bym siebie nie poznał. Łącznie z kolorem włosów i oczu. Byłem zupełnie innym człowiekiem, w kilka godzin. Nasza baza główna, w moim rodzinnym mieście. Czekała na nas. Okinawa, takie piękne miejsce. Strzeżona, chroniona bardziej niż budynki rządowe. Nasza ostoja spokoju i dom zarazem, przywitała nas, z otwartymi ramionami. Byliśmy tam wszyscy. Nawet Gaara, pojawił się na zebraniu, kilka dni po moim morderstwie. 

- Dziękuję wam wszystkim, za tak szybkie przybycie. Chciałbym też na początku, przeprosić za problemy, które ostatnio sprawiłem. Jednak, jednego możecie być pewni. Od teraz, nasza organizacja, rozszerza horyzonty. Jako, że tylko Gaara aktualnie musi się jeszcze uczyć, co pomaga mu w dodatku w jego zadaniu. Każdy z was, dostanie swój rejon i w nim będzie wykonywać zadania. Od jutra możecie rekrutować nowych członków, jednak każdego będę chciał osobiście sprawdzić. Będą nazywać sie demonami. Pamiętajcie o tym. Kiedyś, nadejdzie czas, w którym z podniesioną głową, będziemy mogli wyjść na ulicę i ogłosić. To my jesteśmy Bijuu. To nas obawiacie sie tak bardzo...

Kilka lat później...

Siedziałem w mojej limuzynie, czekając, aż mój podwładny przybędzie, z nowym zakładnikiem. Gdy drzwi z mojej lewej strony, otworzyły się, usadowiłem się wygodniej i czekałem aż wsiądą, by dać znak kierowcy, aby ruszał. 
- Proszę usiąść, pani Uchiha. Czekaliśmy na panią. - Powiedział mój podwładny i zaśmiał się szyderczo, na co kobieta się wzdrygnęła. - Mamy nadzieję, że nasze warunki pani odpowiadają. Jesteśmy najlepsi w naszej branży. Mniej my nadzieję, że nasze atrakcje przypadną pani do gustu. - Jego zimny, rozbawiony i pozbawiony współczucia głos, przyprawił ją o gęsią skórkę. Biedna kobieta. - Mamy w ofercie gwałty, pobicia, tortury fizyczne, jak i psychiczne. Chodź myślę, że pani najbardziej spodobają się oferty łączone. Najlepiej oferta premium! - Zawołał lekko, jakby podekscytowany, tymi perspektywami. - Brutalny gwałt, połączony z najlepszymi torturami psychicznymi, jakimi dysponujemy, ponadto...

- Zamilcz, zanim każę uciąć Ci język. - Przerwałem mu, ostrym i pewnym siebie rozkazem. Byłem zły, że musiałem ujawnić swoją obecność, jednak jego gadanina była nie do zniesienia, mimo iż bardzo skuteczna. Ponieważ zastraszała on porwanego lub porwaną, zanim jeszcze zaczną się przesłuchania czy tortury. A jest to czymś, co bardzo ułatwia nam później pracę. Shukaku, jest mistrzem w zastraszaniu. Mimo średnich rozmiarów, potrafił być bardziej przerażający od wściekłego niedźwiedzia Grizzly. - Później, wyciągnę od Ciebie konsekwencję. - Ostrzegłem go złowieszczo, śmiejąc się. Widziałem, jak panią Uchihę, przechodzą zimne dreszcze, a włoski na ciele, zaczynają się unosić. Tak... Mój głos, ton i sposób wypowiadania się, są o wiele bardziej przerażające od Gaary. Wszyscy o tym wiedzieli. Każdy członek organizacji, wiedział, że nie rzucam słów na wiatr. Zawsze spełniam swoje obietnice. - Obiecuję Ci to. - Wypowiedziałem martwym tonem. Siedzący naprzeciwko mnie czerwonowłosy, zaczął się pocić. Co od razu wyczuła kobieta, siedząca koło niego. Wiedziała, że jeżeli jej porywacz boi się mnie, to ona tym bardziej powinna. Widać, że ma łeb na karku. Chwilę później, zaczeła się trząść. Po kolejnej minucie martwej ciszy, osunęła się bezwładnie na mojego dawnego przyjaciela. - No i zemdlała. - Ogłosiłem śmiejąc się rozbawiony. No Sabaku, patrzył na mnie przerażony. - Nie bój się, nie będzie żadnych konsekwencji. Tym razem... Miałem na celu, tylko ją przestraszyć, żeby szybko zemdlała. 

- Naruto... Ty mnie kiedyś wykończysz... 

- Ty lepiej pamiętaj, żeby nikomu o tym nie wspominać, bo dopiero wtedy, wyciągnę z Ciebie konsekwencję. - Ostrzegłem go, na co tylko głośno przełknął ślinę. 

Kilka godzin później...

- Panno Uchiha, nie ładnie zasypiać w samochodzie z obcymi... - Powiedziałem do wybudzającej się kobiety. Siedziałem w rogu pokoju, najciemniejszym jego koncie. W wygodnym fotelu i z drinkiem w dłoni. Dla mnie, to było jak wczasy. Których nie miałem od tamtego dnia... - Powinna pani być bardziej uważna. W końcu, ktoś mógł panią porwać! - Leżała przede mną, goła na stole, specjalnie stworzonym do gwałtów... Nie miała nawet cienia szansy, na zobaczenie mojej twarzy. Słyszała tylko mój zimny, jak marmurowe nagrobki, głos. Drżała. Z zimna i ze strachu. Widziałem, jak nieregularnie oddycha, słyszałem, jak jej serce, bije w zastraszającym tempie... Reagowała poprawnie. - Dobrze, że to byłem ja i mój podwładny, świętej pamięci... Niech spoczywa w pokoju. *Na dnie tej przepaści...* - Powiedziałem niby szeptem, niby sam do siebie...-  Bo inaczej mogłaby się pani stać straszna krzywda! - Specjalnie, powiedziałem, że Gaara już nie żyje, żeby dodatkowo ją wystraszyć... - A teraz, porozmawiajmy, o pani premier... 

- Nie powiem nic, na temat Hinaty! - Odpowiedziała od razu. 

- Och... Sądziłem, że tak pani powie. Właściwie bardzo mnie to cieszy... Dzięki pani zaciętości, będę mógł zobaczyć na własne oczy, jak moi chłopcy, wyciągają informację, od tak zgrabnych i ładniutkich pań... - Było to szczerą prawdą. Panna Uchiha, była wysoką, szczupłą i lekko umięśnioną kobietą. O długich nogach i włosach, oraz ich nietypowym, co ważniejsze, naturalnym kolorem! - Nawet pani nie wie, jak bardzo mnie tym ucieszyła. Szkoda mi tylko pani męża. W sumie, to chyba nie jego wina, że ma taką żonę... - Zacisnęła mocno szczękę, widziałem, jak bardzo zdenerwowała się moim docinkiem na temat jej mężulka i tego, jaką jest żoną. Wszystko działo się, tak jak powinno. - Ciekawi mnie, ile będzie on wstanie za panią zapłacić. Oczywiście, oddamy panią w jednym kawałku... - Słyszałem i widziałem, jak odetchnęła z ulgą. - fizycznym,  oczywiście! Bo po takich torturach, jakie panią czekają, to nikt później nie jest w stanie żyć i funkcjonować normalnie... - Zaczęła płakać. Widziałem lśniące łzy w jej oczach, a później na policzkach. Słyszałem urywny szloch i to ogromne załamanie, w jej oczach. Pełnych bólu, żalu i złości, prawdopodobnie do samej siebie... - Doskonale! - Zawołałem pełen entuzjazmu, chorej i niepohamowanej radości. - Wspaniale pani zagrała! - Zacząłem klaskać w dłonie. Leżąca przede mną kobieta, była zdezorientowana, przerażona i kompletnie zaskoczona, moimi słowami. - Och... Przepraszam. Jeszcze pani tego nie wyjaśniłem. Widzi pani, przed panią, za szybą, zrobioną z weneckiego lustra, jest kamera. Nagrywała ona, pani rekcje od samego przebudzenia. Teraz, moi najlepsi informatycy, tak przerobią ten film, że stanie się on najnormalniejszym, krótkim filmikiem porno i puszczą go do internetu. Zostanie on opublikowany w każdej przeglądarce i na każdym portalu, na którym będzie to możliwe. Stanie się pani, prawdziwą gwiazdą! Gratuluję, serdecznie! Oczywiście, mnie, jako wspaniałemu reżyserowi, też się troszkę z tego sukcesu należy. Jednak tym razem, ucieszy mnie tylko rozgłos, jaki zdobędzie moje dzieło. On sam w sobie, będzie dla mnie najwspanialszą reklamą. Mniej my nadzieję, że pański mąż, też będzie z pani dumny...